środa, 25 grudnia 2013

[02 CZ. 2] Czemu nie mogło być normalnie?

 Odłożyłam Alice do łóżeczka po czym weszłam do salonu. Bruno po raz któryś dzień  z kolei ślęczał nad tymi papierami i próbował się rozgryźć. Nie przeszkadzało by mi to, bo w końcu miałam go w domu i był bezpieczny, ale widziałam jak się męczył. Nie na to liczył godząc się na posadę w Hiszpańskiej policji.  Zapewne liczył, że od razu stanie na czele i będzie dowodził wszystkimi w koło. I choć wiedziałam, że bardzo się stara nie ukazywać jak bardzo go boli urażona duma to ja to wszystko widziała.
  -Zrobić ci kawę?- spytałam niby to od niechcenia, wyjmując z szafki dwa kubki. Szatyn tylko przytaknął nawet słowem się nie odzywając po czym wrócił do swoich zajęć. Nastawiłam wodę w czajniku po czym podeszłam do niego i odsuwając stół  nieco dalej usiadłam na nim okrakiem.- Tęsknię za tobą.- powiedziałam całując go.
  -Przecież wciąż tu jestem.- odparł uśmiechając się delikatnie i kładąc dłonie na mojej pupie. Odwzajemniłam uśmiech mocno się w niego przy tym wtulając. Tak miło było znowu poczuć ciepło jego ciała i jego głos. Chciałam jak najdalej wyprzeć wspomnienia z Londynu, ale mimo to każdej nocy śniłam o przyjaciółce Bruna, o jego łzach i tym jak przetrzymywali mnie w lesie. Potem budziłam się z krzykiem, Alice zaczynała płakać, a Bruno siadał i przytulał mnie. Jak każdego wieczoru od naszego wyjazdu. Czemu nie mogłam być szczęśliwa?
  -Ale jest tak jakby ciebie nie było.- wyszeptałam prosto w jego usta. Brunet posmutniał po czym przywarł do mnie. Nasze języki splątały się, a ja poczułam jak wszystko co znajdowało się na stole nagle wbija się w moje plecy. Dłonie chłopaka jeździły po moim ciele poszukując punktu zaczepienia. W końcu dotarły do rozpięcia sukienki w kwiaty. Nie odrywając się od siebie przeszliśmy do sypialni. Głośny pisk gwizdka od czajnika kompletnie zignorowałam. Bruno zresztą też zbytnio się tym nie przejął. Kawa mogła poczekać.
  Już po kilku minutach leżałam w samej bieliźnie, a Bruno został odziany jedynie w bokserki, które dostał ode mnie na urodziny. Uroczo w nich wyglądał.
  -Do twarzy ci w czerwonym.- zaśmiałam się cicho kiedy nagle uderzyłam głową o ramę łóżka. -Auć!- pisnęłam widząc jak Bruno łapczywie zaczął obcałowywać moją szyję.
  -Przepraszam.- bąknął tylko na co ja cicho się zaśmiałam. Czajnik nadal dawał o sobie znać i właśnie w tym momencie rozległ się płacz z pokoju obok. Zamarliśmy na chwilę w bezruchu po czym Bruno opadł obok mnie zakładając dłonie na kark.- Chyba wrócę do pracy.- powiedział słysząc coraz to głośniejszy pisk Alice.
  -Nigdzie się nie ruszaj. Zaraz wracam.- powiedziałam całując go w usta i wybiegając w pokoju w samej bieliźnie. Kiedy tylko zjawiłam się pokoju blondynki ta umilkła i uroczo się do mnie uśmiechnęła.- No to koniec. Chyba już nie zaśniesz co?- powiedziałam biorąc ją na ręce i zanosząc do naszej sypialni.
  -Moje słoneczko...- wychrypiał Bruno kiedy położyłam małą między nami. - Kocham was.- powiedział całując najpierw Alice, a następnie mnie. Przegryzłam dolną wargę pragnąc jeszcze więcej.

***

   Ze snu wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Powoli rozchyliłam powieki zerkając na budzik przy łóżku. Dochodziła druga w nocy i nie miałam pojęcia kto o tej porze mógł się do nas dobijać. Bruno raptownie podniósł się do pozycji siedzącej i uspakajając mnie pomaszerował do korytarza. Zdążyłam tylko zauważyć jak po drodze chwyta broń, którą chowa za plecami. 
  Czemu nie mogło być normalnie? 
  Spojrzałam na Alice. Nie miałam odwagi budzić jej i przenosić do jej pokoju. Po pierwsze gdyby się obudziła już resztę nocy by mi zajęło jej usypianie, a po drugie tak pięknie wyglądała gdy spała. Jak mały aniołek. Nie wiem co bym zrobiła gdyby jej zabrakło. I uwierzyć, że ma zaledwie trzy miesiące. Że zaledwie trzy miesiące temu była jeszcze we mnie. Do oczu napłynęły mi łzy na wspomnienie porodu i całej ciąży, która mogła zostać przerwana, a wszystko przez stres i wspomnienia. Mogłam moje małe słońce stracić. Chyba nigdy bym sobie tego nie darowała. 
  Poprawiłam kołdrę szczelnie zakrywając Alice i nasłuchując głosów z salonu.
  -To chyba dobrze? W końcu mamy ich w garści i możemy działać.- ten głos nie należał do Bruna, a do Lucasa. Znałam go dość dobrze, ponieważ to on załatwił brunetowi pracę w policji. Na początku miałam mu to za złe, ale przecież on tylko chciał pomóc. Nie miał świadomości co codziennie będę przeżywać kiedy Bruno będzie wzywany do akcji.
  -Tak. Racja... Przepraszam nie mogę trzeźwo myśleć...- odparł mój ukochany.- Zaczekajmy do jutra. Nie chcę zostawiać ich samych.- westchnęłam cicho opierając za na dłoni i wlepiając wzrok w twarzyczkę mojej córeczki.
  -Możemy zrobić to bez ciebie, ale nie możemy czekać. To zbyt ryzykowne. Jeśli to konieczne to mogę z nimi zostać.- na słowa Lucasa w moim gardle stanęła wielka gula. Rozchyliłam wargi, a po moich policzkach popłynęły łzy. Gdybym tylko mogła zaprotestować, ale ja nie miałam tu nic do gadania. On i tak zrobi jak uważa.
  Cisza zanim wypowiedzieli kolejne słowa trwała wieki, a ja przez ten czas ciągle wstrzymywałam oddech mając nadzieję, że jednak odmówi.
  -Dobra. Tylko się ubiorę. Zadzwoń do Adamsa i powiedz, że będę za piętnaście minut. Zostaniesz tu z Blancą.- powiedział Bruno po czym nagle zjawił się u nas w sypialni. Bez słowa wcisnął na siebie ubrania po czym podszedł by pocałować mnie na pożegnanie, ale ja odwróciłam głowę. - Przepraszam, ale muszę...- wyszeptał tylko po czym znikł. Po usłyszeniu zamykających się drzwi otarłam policzki mokre od łez po czym pozbierałam się do kupy i wstałam. Lucas siedział w  kuchni bawiąc się kluczami od samochodu.
  -Cześć.- przywitał się spuszczając wzrok. On też czuł się niezręcznie, ale obiecał Brunowi, że będzie go o wszystkim informował. Byli najlepszymi przyjaciółmi, a ja nie chciałam stawać między nimi i mimo, że strasznie się bała o życie i los naszej rodziny to powstrzymywałam się by na niego nie nawrzeszczeć.
  -Napijesz się czegoś?- spytałam opierając się o blat kuchenny i naciągając bardziej koszulkę bruneta, która służyła za moją koszulę nocną.
  -Nie, dziękuję. Jak się czujesz?- spytał wstając z swojego miejsca i stając na przeciwko mnie. On tak samo jak ja oparł się o szafkę i schował dłonie w kieszeniach spodni. Lucas był na prawdę przystojny. Jego ciemne oczy przyciągały jak dwa magnesy, a usta były najpiękniejsze kiedy układały się w uśmiech. Najczęściej nosił na sobie wytarte dżinsy i białą bokserkę, a na nią skórzaną kurtkę. Dzisiaj jednak wyglądał źle. Jakby nie przespał całej nocy. Martwił się czymś, tak samo jak ja. Może Lucy miała jakieś problemy? A może się rozstali. 
  -Lucas... Czemu to musi tak wyglądać? Czy wy nie możecie pracować jak inni ludzie? Wiesz ile mnie to kosztuje? Lucy na pewno też teraz siedzi w domu i jest kłębkiem nerwów.- wyszeptałam odwracając się do niego tyłem.
  -Wiem... Ale Blanca... My kocham naszą pracę tak samo jak was. Musisz zrozumieć, że Bruno nigdy nie przestanie myśleć o swoim zadaniu jak o kochance. To jest silniejsze od nas.- do oczu napłynęły mi łzy. Wściekła podeszłam do blondyna i uderzyłam go pięścią w tors.
  -Ale Bruno ma jeszcze córkę! Ma Alice, która potrzebuje żywego ojca, a nie trupa bohatera!- warknęłam całkowicie się rozklejając i rzucając się chłopakowi na szyję.

Bruno...

  Jedna część mnie kazała mi wracać do domu i przeprosić Blance, ale ta druga pragnęła adrenaliny w żyłach. Nie mogłem tego ignorować. Przez cały miesiąc siedziałem nad tą sprawą, nie przesypiałem nocy. Jedyne o czym myślałem to o tym gdzie oni się ukrywają, jak ich złapać. A kiedy to rozgryzłem miałem zostać w domu i czekać? Nie umiałem tak i byłem pewien, że Blanca mi wybaczy. Lucas na pewno jej przemówi do rozsądku. 
  Docisnąłem gaz po wyjściu na prostą aż w końcu dotarłem pod przekazane miejsce. Był to stary magazyn, a w sumie to co po nim pozostało. Trzeba powiedzieć, że okolica nie należała do najlepszych, a dzieciaki które zazwyczaj się tu bawiły nie miały ostatnio czego tu szukać, bo teren ten ktoś już zajął. Zastawiłem samochód za drzewami po czym uważnie się rozejrzałem. Jedyne co wydało obecność moich kolegów z pracy to był to pies, który wykrywał narkotyki. Schowałem się za jednym z drzew i wyjąłem zza paska spodni broń. Mój stary pistolet. Dawno nie miałem okazji z niego korzystać. Czasem nawet myślałem, że go zgupiłem.
  -Co ty tu robisz?!- odezwał się ktoś za moimi plecami spojrzałem na Taylor. Była to szczupła brunetka, która w policji pracowała od dobrych ośmiu lat. 
  -Pracuję. Myślałaś, że dam się zaszufladkować?- spytałam ironicznie i właśnie w tym momencie rozległy się strzały. Odruchowo uniosłem broń i patrząc na główny plac dostrzegłem mężczyznę, który trzymał kogoś szczelnie w uścisku. Zapewne zakładnik. Nim zdążyłem wyostrzyć wzrok Taylor wybiegła do przodu z krzykiem. Spanikowała. A wszystko dlatego, że był to jej brat. W ostatniej chwili chwyciłem ją za dłoń i pociągnąłem w swoim kierunku.
  -Ja to załatwię.- cały sztab patrzył teraz na mnie i czekał. Facet i tak już nas widział i najbardziej odpowiedzialne było się wystawić. Wyprostowałem ramiona celując pistoletem prosto w głowę mężczyzny. Chłopak, którego trzymał miał może dwanaście lat, nie więcej i wyglądał na przerażonego.
  -Rzuć broń!- krzyknąłem  na co mężczyzna cicho się zaśmiał i jak jakiś psychol zaczął strzelać na wszystkie strony.
  -Mogę go zastrzelić!- odparł tylko po czym cicho prychnął. Nie nadawałem się na mediatora. Powinni wysłać kogoś innego, ale przecież sam się tu pchałem. Gdyby Blanca to widziała chyba by umarła ze strachu.
  -Ja ciebie też! Puścisz go, a ja cię nie zastrzelę co ty na to?- spytałam i w tym właśnie momencie ktoś spanikował. Ktoś zza krzaków strzelił i do tego spudłował, a mężczyzna odruchowo nacisnął spust. Chłopak, który przed chwilą jeszcze wydawał się być przerażony teraz opadł na ziemię nie oddychając. Taylor wydała z siebie wrzask połączony z szlochem, który nakazywał mi zastrzelić mężczyznę. Zamiast tego jednak strzeliłem mu w nogę, by nie mógł uciec. Do akcji weszła reszta drużyny szturmując magazyn i co chwilę wyprowadzając kogoś na zewnątrz. Jeden z nich utkwił we mnie wzrok i przeszył mnie morderczym spojrzeniem, które miało oznaczać, że to jeszcze nie koniec.


________
W sumie dodaję ten rozdział tylko dlatego, że tak sobie czeka i czeka od dłuższego czasu na publikację. Nie chcę mi się pisać, zwłaszcza teraz kiedy mamy świata więc wybaczcie :)