Zacisnąłem mocniej dłonie na kierownicy, patrząc to przed siebie to na drogę. Czułem jak Alice przygląda mi się z politowaniem. Uważała całą tą akcję za zbyteczną, uważała, że łatwiej by było zniknąć, ale ona nigdy nie będzie widziała co teraz czułem. Jak to wszystko mnie męczyło, bolało. Nie dał bym rady spojrzeć w lustro, wiedząc że zostawiłem Blance samą. Zadrżałem słysząc krzyk dobiegający z słuchawki. Był tak przenikliwy i głośny, tak przepełniony bólem, że na sam jego dźwięk czułem przeszywający mnie dreszcz. Moja towarzyszka zapowietrzyła się po czym rozłączyła. Nie miałem siły protestować, nie chciałem tego słuchać, nawet po części wiedzieć co tam się dzieje. Miałem tylko nadzieję, że się nie spóźnimy. Kątem oka zerknąłem na Alice. Dziewczynie trzęsła się broda, oczy wypełniły się łzami, a ręce próbowały znaleźć coś czego mogły by się mocno złapać. Podałem jej swoją dłoń, a kiedy poczułem na niej szczupłe palce mocno ją zacisnąłem.
-Zrobimy tak jak miałam to zaplanowane z chłopakami.- powiedziała spokojnie po kilku minutach jazdy. Wypuściła moją dłoń, bym mógł położyć ją na kierownicy i wejść w ostry zakręt prowadzący do lasu. Teraz już wiedziałem, że cały czas byłem tak blisko niej, a mimo wszystko pozwoliłem by problemy rozrosły się.
-Czyli? -spytałem nie patrząc w jej kierunku. Usłyszałem ciche westchnienie, które było zapewne kierowane tym, że musiała powtarzać to po raz trzeci. Ja jednak nie miałem wątpliwości, że to i tak nie wyjdzie. Kiedy tylko ją zobaczę po prostu rzucę się na tych typków i pomorduję. Mogli mnie wsadzić do więzienia na resztę życia, chciałem tylko by Blanca była bezpieczne.
-Poinformowałam ich, że będziemy za jakieś pół godziny. Przed wejściem miałam zabrać ci broń, zresztą miałam sprawić, że zapomnisz ją ode mnie z mieszkania. Wejdziemy bez problemów. Dziewczyna będzie zamknięta w tym czasie w piwnicy, a oni będą czekać na zewnątrz. W którymś momencie wyprowadzą ją. Oczywiście jeden z nich zostanie i to jest nasza szansa.- powiedziałam. Zatrzymała się by wziąć wdech po czym kontynuowała. - Załatwisz go, bo wiem że i tak cię nie powstrzymam. Jeśli zostanie Evan to będzie na prawdę ciężko, ze względu na jego posturę. O wiele lepiej by było gdyby to właśnie on pomaszerował po Blance. W każdym razie za pewne usłyszą strzały. Drugi wróci, a wtedy już jest pozamiatane.- skończyła, odwracając się w stronę okna.
-Nie uwzględniliśmy tylko jednego.- powiedziałem drżącym z nerwów głosem. Brunetka obróciła się w moja stronę zaskoczona.- Co jeśli oni po drodze ją zabiją? Lub jeśli postanowią zrobić coś inaczej? Może zmienią plan gry? - powiedziałem podjeżdżając w wyznaczone miejsce.
Byliśmy kilkaset metrów od domku w którym znajdowała się Blanca.
-Nie wiem... Jeśli to zrobię będziemy improwizować. Nie mam teraz czasu myśleć nad różnymi opcjami. Albo oni, albo my.-skinąłem głową na znak zrozumienia po czym ostrożnie wyszedłem z samochodu. Zaraz w moje ślady poszła dziewczyna. Poczułem jak poprawia pistolet znajdujący się za paskiem moich spodni, pod skórzaną kurtką, a po chwili zobaczyłem jak wyciąga swój własny. Wystrzeliła w powietrze, dając znak, że się zbliżamy po czym opuściła go i ruszyliśmy dalej.
Im bliżej byłem, tym bardziej pragnąłem rzucić się w tamtym kierunku. Powstrzymywałem jednak ten odruch, chcąc wzbudzać jak najmniej podejrzeń.
-Tylko spokojnie...-szeptałem do siebie, widząc na podjeździe dwóch mężczyzn. Obaj byli dobrze zbudowani i tędzy. Jeden łysy, drugi w ciemnych włosach. Alice miała rację. nie przyprowadzili Blacy co właściwie było do przewidzenia. Dopiero teraz zacząłem się zastanawiać dlaczego nie wezwaliśmy pomocy i czemu działaliśmy na własną rękę. Mogło się to w końcu okazać bardzo ryzykowane.
-Przepraszam...- powiedziała cicho brunetka podstawiając mi nogę i rzucając na ziemię. Cicho syknąłem, czując jak coś wbija mi się w brzuch. Odruchowo chciałem odeprzeć atak, ale powstrzymała mnie myśl, że przecież wszystko jest ustalone. Nie mogłem i jednocześnie nie chciałem ryzykować życia Blacy, która teraz była dla mnie najważniejsza. Tak, wiem, że powtarzam to na okrągło, ale nie umiem myśleć o niczym innym i póki nie będę mógł jej zawieźć do domu nie przestanę tak myśleć.
-Nie trwało to za długo. Myślałem, że dasz nam się dłużej pobawić.- odezwał się ciemnooki brunet. Na jego usta wstąpił pogardliwy uśmieszek, który przyprawiał mnie o wymioty. Obiecywałem sobie w myślach, że kiedy zabiję jednego, drugiego wykastruję bez znieczulenia i dopiero wtedy zabiję. Nie mogłem na nich patrzeć.
-Gdzie ona jest?- spytałem ostro. Chyba zbyt ostro, bo ich miny zrzedły. Przenieśli wzrok ze mnie na Alice i spytali:
-Jesteś pewna, że nikt za wami nie jechał?- spytał łysy, rozglądając się w koło jakby szukał ukrytych kamer i policji.
-Nie ufasz mi?- odarła pytaniem na pytanie brunetka po czym przykucnęła przy mnie i złapała mnie za włosy. Na aktorkę to by się ona nadawała.- Jak uważacie? Pasujemy do siebie?- spytała przystawiając swoją głowę do mojej tak, że stykaliśmy się policzkami. Energicznym ruchem wyrwałem się po czym wstałem. Nie miałem zamiaru się przed nimi płaszczyć, ani przez chwilę dłużej.
-Ufam tylko sobie. A odpowiadając na twoje wcześniejsze pytanie...- brunet posłał mi złośliwy uśmieszek po czym kiwnął głową na swoje przyjaciela.- Przyprowadź ją.- warknął tylko po czym podszedł do mnie i przystawił mi broń do czoło. Czekałem na tyle długo, by jego kolega znikł z naszego pola widzenia, ale mimo wszystko paraliżował mnie strach przed niekontrolowanym wystrzałem. Nie tyle bałem się śmierci, co tego że jeśli zginę Blanca zostanie przez nich zamordowana.
-Nie radzę.- powiedziałem widząc jak Alice oddala się na bezpieczną odległość po czym kieruje w moją stronę broń. Posłałem jej złośliwy uśmiech po czym spojrzałem na chłopaka.- Znamy się skądś?- spytałem niby to chcąc rozluźnić atmosferę.
-Szkoda, że nie pamiętasz jak zabiłeś mojego i Alice brata.- szybko przeniosłem wzrok z niego na dziewczynę. Byli rodzeństwem?! Jakim cudem?! Jeśli teraz mnie wystawi... Jeśli za moment go nie zastrzeli to wtedy...
Nie udało mi się dokończyć myśli, bo usłyszałem huk wystrzału, a po chwili zobaczyłem przed sobą trupa, który usiłował utrzymać się na moich ramionach. Mężczyzna wpadł na mnie, ale szybko ustąpiłem mu miejsca. Dostał prosto w łeb i moim zdaniem należało mu się. Tacy jak on nie mieli prawa chodzić po tym świcie.
Rozejrzałem się w koło po czym utkwiłem wzrok w brunetce, która zaszklonymi oczyma wpatrywała się w martwe ciało brata. Zrobiłem może krok w jej stronę kiedy usłyszałem kolejny huk, tym razem nie z naszej broni,a przeciwnika. Nie zdążyłem zrobić uniku. Kula trawiła mnie w ramię, ale adrenalina robiła swoje. Ból był znikomy. Co prawda czułem szczypanie, na szczęście było to tylko draśnięcie, nic więcej. Zobaczyłem jak mężczyzna rzuca blondynkę na ziemie, gdzieś w bok. W jakiś sensie cieszyło mnie to. Alice stała jak sparaliżowana wpatrując się to we mnie to w mojego przeciwnika.
Łysy gwałciciel strzelał jak opętany, nie udało mi się nawet zorientować kiedy Alice gdzieś znikła. Sięgnąłem po broń za paskiem i dokładnie w momencie kiedy ją wyjąłem zobaczyłem brunetkę. Skakała z drzewa jak jakaś idiotka prosto na naszego przeciwnika. Z mojego gardła wydobył się odruchowy krzyk, który nie obszedł się bez zauważenia. W jednej sekundzie zdążył obrócić się w stronę dziewczyny i w momencie kiedy on wystrzelił z mojego pistoletu wyleciała kula, która trafiła prosto w głowę mężczyzny. Po lesie rozniósł się straszliwy pisk, potem szloch, a jeszcze chwilę potem płacz.
Upadłem na kolana, opierając dłonie na zimnej ziemi. Oddychałem płytko wpatrując się w jeden punkt. Nie zareagowałem nawet kiedy poczułem jak ktoś uwiesza mi się na szyi i wtula we mnie jak w poduszkę. W tym momencie przeszywał mnie okropny ból i cierpienie. Odważyłem się unieść wzrok by utkwić go w niebieskich tęczówkach blondynki, a dopiero potem przenieść go na martwe ciała, które znajdowały się w koło. W całej mojej karierze nie zabiłem tylu ludzi co dzisiaj. Troje.
Może i Alice nie ugodziła kula z mojego rewolweru, ale mimo wszystko była to moja wina. Duże oczy Blacy patrzyły na mnie z bólem i tak wielkim smutkiem, że ledwo udawało mi się w nie spoglądać. Przycisnąłem mocniej do siebie dziewczynę po czym nie puszczając jej powoli wstałem. Pozwoliłem jej objąć się nogami w pasie. Ostatni raz spojrzałem w stronę martwej przyjaciółki po czym zatopiłem swoje wargi w ustach małej blondyneczki, uwieszonej na mnie jak małpka. Teraz liczyła się tylko ona.
_________
Ostatni. Wszyscy pozabijani, tak jak to miało być. Blanca i Bruno żyję tak jak to było w planie, choć od niedawna. Mówiłam, że będzie Happy End, ale nie mówiłam, że taki do końca. Jednak ja to zawsze muszę kogoś zabić na koniec. Może w kolejnym opowiadaniu będzie mniej ofiara? Kto to wie. Przed nami tylko epilog, który pojawi się za 3,4 dni ;) Kocham Was wszystkich <33