Może tylko myślałam, że łączy nas coś niezwykłego, bo nigdy nie zaznałam tej prawdziwej miłości, czułości i bliska.Po prostu wmówiłam sobie, że go kocham, a on tak na prawdę tylko się mną bawi. Przecież nie wiem co robi te całe noce na imprezach, czy przypadkiem nie zabawia się z innymi kiedy mnie nie ma w pobliżu, nie wiem czy czuje to co ja i czy kiedykolwiek patrzył na mnie jak na kogoś kogo można kochać.
Zaśmiałam się nerwowo i obejmując swoje ciało ramionami usiadłam na jednej z ławeczek. Głowę oparłam o kolana, które wcześniej podwinęła i w takiej pozycji wlepiłam wzrok z drzewo przede mną.
Czasem wydawało mi się, że jestem pomyłką, że gdyby rodzice mogli to cofnęli by czas i dzień w którym mnie spłodzili. Zapewne wieść o ciąży była dla nich szokiem, bo przecież byli u szczytu kariery. Oni tak na prawdę nigdy nie mieli dziecka, bo nie mieli dla niego czasu. Nawet kiedy mieli wolne woleli przesiadywać na ostrym dyżurze, by sporządzać jakieś notatki służbowe. Po jakimś czasie po prostu zaczęli bać się , spojrzeć mi w twarz i powiedzieć ,,Jesteśmy dla ciebie.''.
Nie wiem jak długo tak siedziałam. Może kwadrans, a może półgodziny, a kiedy już miałam wracać do domu coś przykuło mój wzrok. Było to ciemne auto, stojące na parkingu przy parku. Mogłabym przyrzec, że już kiedyś je widziałam i było to dość niedawno. Niestety, ale nie zauważyłam żadnych szczegółów, dlatego postanowiłam przejść się koło niego i zobaczyć co jest grane. Już po chwili wędrowałam chodnikiem koło parkingu. To co zobaczyłam było dla mnie szokiem i myślałam, że wyjdę z siebie i stanę obok.Po prostu ludzie byli coraz bardziej chamscy i namolni, a ja już i tak poddenerwowana i zmęczona teraz aż bulgotałam od środka.
Wściekła szarpnęłam drzwiczkami od mercedesa i utkwiłam wzrok w brunecie, który szukał czegoś nerwowo po kieszeniach.
-Czy ty mnie śledzisz?!- wrzasnęłam cofając się o krok. Bruno powoli wstał i bez słowa zamknął auto po czym oparł się o nie. Nic nie mówił, po prostu stał i patrzył na mnie z miną pokerzysty. Powoli zaczynała denerwować mnie ta jego skrytość i powaga. Jakby Bóg nie obdarował go językiem.
-To moja praca.- powiedział wyjmując spod skórzanej kurtki jakiś kawałek plastiku i pokazując mi go jak na filmach. Czułam się jakbym była w ukrytej kamerze. Uważnie przeczytałam co na niej pisze po czym uniosłam wzrok na chłopaka.- Zajmuję się pilnowaniem ciebie i ochroną.- podniosłam jedna brew wyżej z rozbawieniem po czym cicho się zaśmiałam.
-Po co w ogóle mnie pilnujesz? Nic mi nie grozi.- powiedziałam nieco spokojniejszym tonem.
- Nie wiem. Takie jest moje zadanie i tylko wykonuję swoją pracę. Zlecił mi ją komisarz Maroon i przykro mi, ale nie przestanę jej wykonywać.- powiedział oschle nawet na mnie nie patrząc.
Po długich poszukiwaniach wyjął z kieszeni paczkę papierosów po czym odpalił jednego i zaciągnął się wpatrując się gdzieś za mną. Zmrużyłam wściekle oczy po czym odwróciłam się i ruszyłam w stronę domu. Postanowiłam go ignorować i traktować jak powietrze, ale kto by pomyślał, ze to będzie takie trudne?
Kiedy tylko znikłam za zakrętem usłyszałam odgłos odpalanego silnika auta, a po chwili zobaczyłam je za sobą. Bruno chyba stwierdził, że skoro i tak go już widziałam to może bezczelnie wjeżdżać mi swoim autem w dupę, ale mylił się. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu, a wydawało się jakbym szła wiek. W końcu jednak dotarła. Nie odzywając się ani słowem do rodziców od razu wbiegłam do swojego pokoju. I tak miałam dość jak na jeden dzień ich zrzędzenia, a do tego byłam jeszcze tak wykończona. Dobiegała godzina szósta rano kiedy Morfeusz chwycił mnie w swoje objęcia.
***
Nałożyłam na usta mój ulubiony różowy błyszczyk i chowając go do kuferka zeszłam po schodach. Caleb już stał w holu w swoim czarnym garniturze Kiedy nerwy już opadły postanowiłam przeprosić go za swoje zachowanie i zaprosić do restauracji w której zwykle bywałam z rodzicami. Lubiłam to miejsce, choć z czasem przestałam tam bywać tak często ja kiedyś. Ostatnio byłam tam pół roku temu na spotkaniu z sławnym chirurgiem, który koniecznie chciał poznać córkę państwa Mithey. Ledwo udało mi się wtedy wysiedzieć spokojnie, kiedy to mówił jakie operacje plastyczne mógłby mi przeprowadzić. Korekta nosa, powiększenie biustu, wstrzyknięcie botoksu w usta i wycięcie tkanki tłuszczowej, której jego zdaniem miałam za dużo. Znienawidziłam tego człowieka, a rodzice nawet nie zwracali uwagi, że mówi on o ich jedynej córce. Wcześniej nie widziałam tych wszystkich wad w sobie. Tego, że jestem płaska jak deska do prasowania, że mam za duży nos czy małe usta, ale kiedy teraz patrzę w usta widzę to wszystko i brzydzę się siebie.
Przynajmniej tak było do niedawna. Calebowi jednak udało się mnie przekonać, że powinnam doceniać to co mam i nie marudzić na wygląd bo przecież jestem piękna. Nadal jednak został jakiś strach, że ludzie będą wytykać mnie palcem.
-Ślicznie wyglądasz.- odezwał się szatyn, chowając dłonie do kieszeni spodni garniturowych. Ostatnio miał na sobie ten elegancki zestaw na zakończeniu szkoły czyli około trzech lat temu, ale nadal wyglądał w nim pięknie. Może i teraz był bardziej przylegający, ale to nie ubliżało wyglądowi mojego partnera.
-Ty tez.- odparłam w końcu, widząc jego minę typu ,, Coś nie tak?''. Nie chciałam mu teraz opowiadać, że jakiś policjant jeździ za mną czarnym mercedesem i możliwe, że jak zobaczy mnie w towarzystwie chłopaka to rzuci się mu do gardła toteż kiedy tylko posłał mi delikatny uśmiech ucieszyłam się.
-Nie mówisz tego szczerze prawda?- powiedział otwierając mi drzwi frontowe.Przechyliłam głowę w prawo, pozwalając tym samym moim blond włosom zsunąć się zza ucha.
-Wiesz... Przydało by ci się kupić nowy garnitur. Muszę cię koniecznie zabrać na zakupy.- powiedziałam podchodząc bliżej i stając na palcach by delikatnie musnąć jego usta swoimi. Chłopak oblizał się po czym objął mnie w tali i zamykając za nami drzwi spojrzał mi w oczy. Zmrużyłam moje, jak on to mówił ,,oczyska kociska'' i uśmiechnęłam się delikatnie.
-Może odpuśćmy sobie kolację? Chętna żeby obejrzeć moja sypialnię?- spytał patrząc na mnie z szerokim uśmiechem. Powoli zaczynałam zastanawiać się czy on przypadkiem nie myśli tylko o jednym i coraz bardziej mnie to przerażało.
-Caleb chciałam zaprosić cię na kolację, a ty nagle wyskakujesz z takim czymś!- warknęłam krzyżując dłonie na piersi. Momentalnie odskoczyłam w tył kiedy chłopak złapał mnie za ramiona i lekko przycisnął do ściany domu.
-Daj spokój. Przecież kolacja nie zając, nie ucieknie. Możemy iść jutro.- powiedział rozbawiony. Zmrużyłam wściekle oczy i zaczęłam się szamotać.
-Puść mnie!- krzyknęłam czując jak jego usta dotykają mojej nagiej szyi. Powoli zaczynałam się o niego bać, że może jest uzależniony od tego, a ja jestem tylko jego gumową lalką, której potrzebuje żeby zaspokoić swoje potrzeby. Dawno nie miałam takie przeświadczenia, że jestem wykorzystywana i sama na to pozwalam.
-Ale ty jesteś drażliwa!- wysyczał szatyn nie puszczając mnie. Kiedy do oczu napłynęły mi łzy i poczułam jak jego uścisk zaczyna mnie uwierać Caleb nagle mnie puścił, albo raczej ktoś go do tego zmusił. Był to Bruno. Brunet przyciskał mojego oprawcę do ściany i unosząc go niewiele nad ziemią uderzał nim o ścianę budynku.
Zaniemówiłam z wrażenia i jednocześnie wstydu. Już sobie wyobrażałam co mój chłopak będzie rozpowiadał tym wszystkim kumplom, że jestem dziwką i że jeden z moich klientów zapragnął nabić sobie guza.
-S...Stop!- krzyknęłam w końcu, a brunet momentalnie przeniósł wzrok z Caleba na mnie. Jego ciemne oczy patrzyły na mnie jak zwykle, nieufnie i ostro. Zastanawiało mnie cały czas co ten chłopak ukrywa, czemu nic nie mówi i czemu zawsze zachowuje się tak dziwnie, jakby non stop był w pracy.
Jego silne dłonie puściły Caleba, który tylko posłał mi wściekłe spojrzenie i popychając mojego osobistego ochroniarza lekko w tył, odszedł. Po prostu znikł z mojej posesji i zapewne już i życia, a ja swojego nie będę mieć przez tego policjanta, który z jakichś powodów nie odstępuje mnie ani na krok.
-Widzisz co narobiłeś?! Wystraszyłeś mi chłopaka! Boże! Czy ty wiesz jakich on bzdur nagada wszystkim znajomym?!- wrzasnęłam ruszając przed siebie. Wiedziałam, że pójdzie za mną, jednak liczyłam na choć minutę prywatności.
-Skoro bzdur to po co się tym tak przejmujesz? Nie ważniejsza jest prawda, którą znasz?- usłyszałam za plecami. Obróciłam się powoli i cicho śmiejąc się pod nosem spojrzałam w jego ciemne oczy. Pierwszy raz widziałam je zaskoczone i jednocześnie szczęśliwe. Jakby to co powiedziałam przed momentem było żartem godnym nadwornego błazna.
-Nie ważna jest prawda, tylko co wiedzą ludzie.- powiedziałam siadając na krawężniku przed domem. Bruno uczynił to samo, jedynie on zrobił to bardziej oficjalnie jak przystało na komisarza.
-Czyli...-zaczął.- Czyli ważne jest jak postrzegają cię inni ludzie niż ty sama? To dla ciebie na prawdę aż tak potrzebne? Nie lepiej byś czuła się dobrze w własnym ciele? - powiedział oschle przybierając swoją stałą maskę.
-Nauczyłam się, żyć w cieniu rodziny, przyjaciół i bliskich. Nauczyłam się być dobra w każdym calu i dlatego to co teraz zrobiłeś zniszczy mnie i moją rodzinę...- wyszeptałam opierając głowę o podkulone nogi.
_________
Dawno nie miałam takiego długiego rozdziału. Jak zwykle oczywiście nie chce mi się go sprawdzać, bo jestem zbyt leniwa. A to, ze w ogóle powstał dzisiaj jest tylko sprawką mojego dobrego humoru z powodu oceny na półrocze z fizyki ;) Mam nadzieję, że wam się podoba. Nigdy nie wiem jak pisać rozmowy Bruna i Blancy. ;P
Przynajmniej tak było do niedawna. Calebowi jednak udało się mnie przekonać, że powinnam doceniać to co mam i nie marudzić na wygląd bo przecież jestem piękna. Nadal jednak został jakiś strach, że ludzie będą wytykać mnie palcem.
-Ślicznie wyglądasz.- odezwał się szatyn, chowając dłonie do kieszeni spodni garniturowych. Ostatnio miał na sobie ten elegancki zestaw na zakończeniu szkoły czyli około trzech lat temu, ale nadal wyglądał w nim pięknie. Może i teraz był bardziej przylegający, ale to nie ubliżało wyglądowi mojego partnera.
-Ty tez.- odparłam w końcu, widząc jego minę typu ,, Coś nie tak?''. Nie chciałam mu teraz opowiadać, że jakiś policjant jeździ za mną czarnym mercedesem i możliwe, że jak zobaczy mnie w towarzystwie chłopaka to rzuci się mu do gardła toteż kiedy tylko posłał mi delikatny uśmiech ucieszyłam się.
-Nie mówisz tego szczerze prawda?- powiedział otwierając mi drzwi frontowe.Przechyliłam głowę w prawo, pozwalając tym samym moim blond włosom zsunąć się zza ucha.
-Wiesz... Przydało by ci się kupić nowy garnitur. Muszę cię koniecznie zabrać na zakupy.- powiedziałam podchodząc bliżej i stając na palcach by delikatnie musnąć jego usta swoimi. Chłopak oblizał się po czym objął mnie w tali i zamykając za nami drzwi spojrzał mi w oczy. Zmrużyłam moje, jak on to mówił ,,oczyska kociska'' i uśmiechnęłam się delikatnie.
-Może odpuśćmy sobie kolację? Chętna żeby obejrzeć moja sypialnię?- spytał patrząc na mnie z szerokim uśmiechem. Powoli zaczynałam zastanawiać się czy on przypadkiem nie myśli tylko o jednym i coraz bardziej mnie to przerażało.
-Caleb chciałam zaprosić cię na kolację, a ty nagle wyskakujesz z takim czymś!- warknęłam krzyżując dłonie na piersi. Momentalnie odskoczyłam w tył kiedy chłopak złapał mnie za ramiona i lekko przycisnął do ściany domu.
-Daj spokój. Przecież kolacja nie zając, nie ucieknie. Możemy iść jutro.- powiedział rozbawiony. Zmrużyłam wściekle oczy i zaczęłam się szamotać.
-Puść mnie!- krzyknęłam czując jak jego usta dotykają mojej nagiej szyi. Powoli zaczynałam się o niego bać, że może jest uzależniony od tego, a ja jestem tylko jego gumową lalką, której potrzebuje żeby zaspokoić swoje potrzeby. Dawno nie miałam takie przeświadczenia, że jestem wykorzystywana i sama na to pozwalam.
-Ale ty jesteś drażliwa!- wysyczał szatyn nie puszczając mnie. Kiedy do oczu napłynęły mi łzy i poczułam jak jego uścisk zaczyna mnie uwierać Caleb nagle mnie puścił, albo raczej ktoś go do tego zmusił. Był to Bruno. Brunet przyciskał mojego oprawcę do ściany i unosząc go niewiele nad ziemią uderzał nim o ścianę budynku.
Zaniemówiłam z wrażenia i jednocześnie wstydu. Już sobie wyobrażałam co mój chłopak będzie rozpowiadał tym wszystkim kumplom, że jestem dziwką i że jeden z moich klientów zapragnął nabić sobie guza.
-S...Stop!- krzyknęłam w końcu, a brunet momentalnie przeniósł wzrok z Caleba na mnie. Jego ciemne oczy patrzyły na mnie jak zwykle, nieufnie i ostro. Zastanawiało mnie cały czas co ten chłopak ukrywa, czemu nic nie mówi i czemu zawsze zachowuje się tak dziwnie, jakby non stop był w pracy.
Jego silne dłonie puściły Caleba, który tylko posłał mi wściekłe spojrzenie i popychając mojego osobistego ochroniarza lekko w tył, odszedł. Po prostu znikł z mojej posesji i zapewne już i życia, a ja swojego nie będę mieć przez tego policjanta, który z jakichś powodów nie odstępuje mnie ani na krok.
-Widzisz co narobiłeś?! Wystraszyłeś mi chłopaka! Boże! Czy ty wiesz jakich on bzdur nagada wszystkim znajomym?!- wrzasnęłam ruszając przed siebie. Wiedziałam, że pójdzie za mną, jednak liczyłam na choć minutę prywatności.
-Skoro bzdur to po co się tym tak przejmujesz? Nie ważniejsza jest prawda, którą znasz?- usłyszałam za plecami. Obróciłam się powoli i cicho śmiejąc się pod nosem spojrzałam w jego ciemne oczy. Pierwszy raz widziałam je zaskoczone i jednocześnie szczęśliwe. Jakby to co powiedziałam przed momentem było żartem godnym nadwornego błazna.
-Nie ważna jest prawda, tylko co wiedzą ludzie.- powiedziałam siadając na krawężniku przed domem. Bruno uczynił to samo, jedynie on zrobił to bardziej oficjalnie jak przystało na komisarza.
-Czyli...-zaczął.- Czyli ważne jest jak postrzegają cię inni ludzie niż ty sama? To dla ciebie na prawdę aż tak potrzebne? Nie lepiej byś czuła się dobrze w własnym ciele? - powiedział oschle przybierając swoją stałą maskę.
-Nauczyłam się, żyć w cieniu rodziny, przyjaciół i bliskich. Nauczyłam się być dobra w każdym calu i dlatego to co teraz zrobiłeś zniszczy mnie i moją rodzinę...- wyszeptałam opierając głowę o podkulone nogi.
_________
Dawno nie miałam takiego długiego rozdziału. Jak zwykle oczywiście nie chce mi się go sprawdzać, bo jestem zbyt leniwa. A to, ze w ogóle powstał dzisiaj jest tylko sprawką mojego dobrego humoru z powodu oceny na półrocze z fizyki ;) Mam nadzieję, że wam się podoba. Nigdy nie wiem jak pisać rozmowy Bruna i Blancy. ;P
Rozdział jest fantastyczny! A rozmowy Bruna i Blancy wychodzą ci na serio genialnie ;D Wgl fajna byłaby z nich para, gdyby Bruno przestał być tak oschły czy coś.. Gdyby się bardziej otworzył, o ;D A rozdział jest świetny i w dodatku długi ;D Czekam na NN ^.^
OdpowiedzUsuń