Całe to przesłuchanie strasznie mnie wymęczyło, toteż kiedy tylko znaleźliśmy się w domu zapragnęłam schować się pod kołdrą. Jedyną rzeczą jaka mi to uniemożliwiała była wanna, która wypełniona wodą nawoływała mnie. Bruno uparł się, że zanim pójdę spać powinnam choć na chwilę się rozbudzić, bo miał mi coś ważnego do przekazania. Prosiłam go, by od razu wyznał o co chodzi, ale on tylko wepchnął mnie do łazienki i zapewne teraz chodził nerwowo po korytarzu wyczekując aż skończę.
Zatopiłam się w ciepłej wodzie nie zwracają najmniejszej uwagi na to iż ta wylewa się na kafelkowaną podłogę. Potrzebowałam takiej odskoczni od codziennych problemów. Zeznania przyprawiły mnie o zawroty głowy. Nigdy nie chciałam donosić na Caleba. Nigdy nawet nie pomyślałam, że do czegoś takiego może dojść. Tak na prawdę stanowił część mnie i nie wiem czemu uległam Bruno, czemu dałam sobą zmanipulować.
Z każdą kolejną sekundą, którą spędzałam w tej wannie czułam coraz to większą, narastającą złość. A byłam wściekła na siebie, na Caleba i na Bruna. Na siebie, bo dałam się omotać jak marionetka. Pozwoliłam sobą kierować i to zwykłemu policjantowi, który zrobił to zapewne przeleciał mnie tylko po to by zdobyć informacje.Na Caleba, że dał się złapać na gorącym uczynku i na Bruna za to, że był tak okrutny. Tak na prawdę nie ufałam mu nadal, nie wierzyłam w żadne słowo. Wszystko co mówił moje serce przyjmowało z rozpostartymi ramionami, a mózg odpychał i wypierał jak najdalej. Jakby jego słowa były trucizną, jakby każde po kolei było jak dawka narkotyku dla słabej dziewczyny, która nigdy nie pije, nie ćpa, nie pali... Śmiertelna dawka.
Tylko czemu nie umiałam odmówić? Dlaczego pozwalam by mnie zatruwał od środka... Nigdy nie byłam tak słaba i delikatna jak dzisiejszego ranka i wczorajszego wieczora w jego ramionach. Sprawił, że czułam bezpieczeństwo, ciepło i narastającą tęsknotę za domem. Był moim azylem, ale wiedziałam, że coś kryje, że tylko szuka punku zawieszenia w mojej psychice.
Po jakimś czasie, który dla mnie był zdecydowanie za krótki, postanowiłam dowiedzieć się co ma mi do powiedzenia Bruno. Wywlokłam się z wanny i opatulając niedbale ręcznikiem, który był zdecydowanie za krótki stanęłam przed lustrem. Ostrożnie rozczesałam mokre i splątane włosy, po czym przetarłam je jeszcze raz ręcznikiem i po raz kolejny rozczesałam grzebieniem. robiłam to wręcz odruchowo. Od wielu lat tak pielęgnowałam swoje włosy, chcąc by były jak najdłuższe. Każde ich ścięcie było dla mnie jak operacja, która może się nie powieść i skutkować śmiercią. Śmiercią mojej reputacji. Teraz jednak nie było to tak ważne, bo w końcu moja reputacja i tak już kulała. Zapewne już umierała gdzieś w męskiej łazience w klubie i rzygała na zieloną podłogę.
Delikatnie naparłam dłonią na klamkę od drzwi po czym otworzyłam je i nie zamykając za sobą przeszłam do salonu w poszukiwaniu komisarza. Bruna znalazłam przed telewizorem. Siedział zapatrzony w szklany ekran, który ku mojemu zdziwieniu był wyłączony. Wydawało mi się, że chłopak stara się nie patrzeć w moją stronę. Przełknęłam ślinę czując narastający strach kiedy wstał i podszedł tak blisko, że moje piersi stykały się z jego torsem. Oddychałam płytką i tak cicho na ile było to możliwe, on starałam się robić to samo. Znów czułam jego specyficzny zapach, widziałam rysy twarzy i to jak napina mięśnie. Gdybym dotknęła jego szyi zapewne wyczułabym puls i mogła stwierdzić, że żyje. Jednak za bardzo się bałam. Sama nie wiem czego tak na prawdę. Może jego spojrzenia? Tego jak na mnie patrzył? A jego wzrok był ostry, zimny i pełen pogardy. Spięte mięśnie odznaczały się na opiętej koszulce, którą wczoraj bez problemów z niego zdjęłam, usta lekko rozchylone starały się coś wypowiedzieć, a ciemne włosy opadały na czoło.
Mi tak samo jak jemu odebrało mowę, ale to on przemówił pierwszy, a mówił bez ogródek. Głos miał zachrypnięty, ale pewny.
-Balnca...- wyszeptał, chowając dłonie do kieszeni spodni i szukając czegoś po nich. W kocu wyjął paczkę papierosów, ale nim zdążył odpalić wyrwałam mu ją, rzuciłam na stolik koło telewizora i położyłam swoje dłonie na jego klatce piersiowej. Czułam jak przepływa w nim krew, jak oddech mu przyspiesza i jak mięśnie tężeją, jak stara się powstrzymać ich drżenie pod dotykiem moich zimnych dłoni. Stanęłam na palcach po czym musnęłam jego usta swoimi. Tym razem jednak nie odwzajemnił pocałunku. Stał jak słup soli i tylko patrzył na mnie spokojnie. Bałam się, że powie za wiele, że nie będzie chciał, a ja go potrzebowałam. Co z tego, że znałam go krótko? Czy to było aż tak ważne? Chyba ważniejsze było to, że czułam do niego coś czego nie czułam jeszcze do nikogo na świecie. to był podziw, szacunek, strach, a jednocześnie coś co mnie do niego ciągnęło jak magnez. Może to, że się stawiłam, że chciał być niedostępny.
-Przestań...-wyszeptał, ale nie ruszył się z miejsca.Nie traktowałam jego słów poważnie, praktycznie nie docierały one do mnie. Zamiast go słuchać po raz kolejny zaczęłam całować jego szyję i znęcać się nad jego ciałem. Pożądałam go. - Proszę...- szeptała nadal mi na ucho. Mimo wszystko podążałam nadal. Jednak kiedy moje dłonie zatrzymały się na jego kroczu zareagował ostrzej.- Przestań!- wrzasnął wściekle, łapiąc mnie za dłonie i unosząc je do góry, tak by mieć je przed oczyma. Przerażona rozchyliłam wargi ze zdziwienia. - Do jasnej cholery! Czy ty nie rozumiesz, że ja mam się tobą zajmować?- powiedział oschle puszczając moje nadgarstki i obchodząc mnie w koło jak pies drugiego psa.
-To się mną zajmij...- wyszeptałam łapiąc go i całując namiętnie.
-Blanca! Posłuchaj mnie w końcu! Nie chcę się z tobą kochać! Nigdy nie chciałem! Potrzebowałem informacji, a teraz je mam. Mam cię pilnować do póki nie złapią tego dupka, który załatwił chłopaka. Jestem tylko twoim ochroniarzem.- mówił poważnie. Jego rysy stały się znów ostre. Wyczułam ten sam chłód co na początku, znów zaczynał się izolować.
-A więc przeleciałeś mnie tylko dlatego, że chciałeś wiedzieć gdzie jest Cal? Żałuję, że się z tobą przespałam.- powiedziałam odpychając go od siebie i siadając na łóżku.
-Serio myślisz, że się w tobie zakochałem? Myślisz, że uczucie zjawia się ot tak...- pstryknął palcami.- Tu potrzeba czasu. Nie wiedziałem, że jesteś tak żałosna...- ostatnie słowa wymówił przez zęby jakby walczył z samym sobą.
-Na prawdę uważasz, że mnie przechytrzyłeś? A skąd wiesz, że ja poszłam z tobą do łóżka z miłość? Zrobiłam to z potrzeb fizjologicznych. Daj spokój. Ty zaspokoiłeś swoje pragnienie, ja swoje. Czyż nie?- powiedziałam z drwią, lecz tak na prawdę chciało mi się płakać. Jak mogłam mu zaufać? Chciałam dać mu w twarz i powiedzieć, że... że... że jest dla mnie ważny, jest kimś więcej niż ochroniarzem. Ale po tym co usłyszałam jeszcze bardziej się bałam. On mnie wykorzystał, nic dla niego nie znaczę i nie zmienię tego.
Na usta bruneta wstąpił delikatny uśmiech, który zmieszany z goryczą wyglądał jak grymas. Wiedziałam, że zapewne zalałam się rumieńcem, a oczy mam całe zaszklone, ale nie mogłam inaczej. To wszystko po prostu za bardzo mnie bolało. Jego słowa były jak ostrza, które raniły i ciało i umysł.
-Zapomnijmy o tym co stało się ostatniej nocy. Nigdy nic się nie wydarzyło. Idź spać.- powiedział po czym wyszedł z domu. Wiedziałam, że zapewne siedzi na schodach i pali teraz papierosa, bo po drodze zwinął z stolika paczkę fajek, ale nie odejdzie dalej niż przed dom. Był moją opiekunką, a ja dla niego pracą. Tylko i wyłącznie.
Zatopiłam się w ciepłej wodzie nie zwracają najmniejszej uwagi na to iż ta wylewa się na kafelkowaną podłogę. Potrzebowałam takiej odskoczni od codziennych problemów. Zeznania przyprawiły mnie o zawroty głowy. Nigdy nie chciałam donosić na Caleba. Nigdy nawet nie pomyślałam, że do czegoś takiego może dojść. Tak na prawdę stanowił część mnie i nie wiem czemu uległam Bruno, czemu dałam sobą zmanipulować.
Z każdą kolejną sekundą, którą spędzałam w tej wannie czułam coraz to większą, narastającą złość. A byłam wściekła na siebie, na Caleba i na Bruna. Na siebie, bo dałam się omotać jak marionetka. Pozwoliłam sobą kierować i to zwykłemu policjantowi, który zrobił to zapewne przeleciał mnie tylko po to by zdobyć informacje.Na Caleba, że dał się złapać na gorącym uczynku i na Bruna za to, że był tak okrutny. Tak na prawdę nie ufałam mu nadal, nie wierzyłam w żadne słowo. Wszystko co mówił moje serce przyjmowało z rozpostartymi ramionami, a mózg odpychał i wypierał jak najdalej. Jakby jego słowa były trucizną, jakby każde po kolei było jak dawka narkotyku dla słabej dziewczyny, która nigdy nie pije, nie ćpa, nie pali... Śmiertelna dawka.
Tylko czemu nie umiałam odmówić? Dlaczego pozwalam by mnie zatruwał od środka... Nigdy nie byłam tak słaba i delikatna jak dzisiejszego ranka i wczorajszego wieczora w jego ramionach. Sprawił, że czułam bezpieczeństwo, ciepło i narastającą tęsknotę za domem. Był moim azylem, ale wiedziałam, że coś kryje, że tylko szuka punku zawieszenia w mojej psychice.
Po jakimś czasie, który dla mnie był zdecydowanie za krótki, postanowiłam dowiedzieć się co ma mi do powiedzenia Bruno. Wywlokłam się z wanny i opatulając niedbale ręcznikiem, który był zdecydowanie za krótki stanęłam przed lustrem. Ostrożnie rozczesałam mokre i splątane włosy, po czym przetarłam je jeszcze raz ręcznikiem i po raz kolejny rozczesałam grzebieniem. robiłam to wręcz odruchowo. Od wielu lat tak pielęgnowałam swoje włosy, chcąc by były jak najdłuższe. Każde ich ścięcie było dla mnie jak operacja, która może się nie powieść i skutkować śmiercią. Śmiercią mojej reputacji. Teraz jednak nie było to tak ważne, bo w końcu moja reputacja i tak już kulała. Zapewne już umierała gdzieś w męskiej łazience w klubie i rzygała na zieloną podłogę.
Delikatnie naparłam dłonią na klamkę od drzwi po czym otworzyłam je i nie zamykając za sobą przeszłam do salonu w poszukiwaniu komisarza. Bruna znalazłam przed telewizorem. Siedział zapatrzony w szklany ekran, który ku mojemu zdziwieniu był wyłączony. Wydawało mi się, że chłopak stara się nie patrzeć w moją stronę. Przełknęłam ślinę czując narastający strach kiedy wstał i podszedł tak blisko, że moje piersi stykały się z jego torsem. Oddychałam płytką i tak cicho na ile było to możliwe, on starałam się robić to samo. Znów czułam jego specyficzny zapach, widziałam rysy twarzy i to jak napina mięśnie. Gdybym dotknęła jego szyi zapewne wyczułabym puls i mogła stwierdzić, że żyje. Jednak za bardzo się bałam. Sama nie wiem czego tak na prawdę. Może jego spojrzenia? Tego jak na mnie patrzył? A jego wzrok był ostry, zimny i pełen pogardy. Spięte mięśnie odznaczały się na opiętej koszulce, którą wczoraj bez problemów z niego zdjęłam, usta lekko rozchylone starały się coś wypowiedzieć, a ciemne włosy opadały na czoło.
Mi tak samo jak jemu odebrało mowę, ale to on przemówił pierwszy, a mówił bez ogródek. Głos miał zachrypnięty, ale pewny.
-Balnca...- wyszeptał, chowając dłonie do kieszeni spodni i szukając czegoś po nich. W kocu wyjął paczkę papierosów, ale nim zdążył odpalić wyrwałam mu ją, rzuciłam na stolik koło telewizora i położyłam swoje dłonie na jego klatce piersiowej. Czułam jak przepływa w nim krew, jak oddech mu przyspiesza i jak mięśnie tężeją, jak stara się powstrzymać ich drżenie pod dotykiem moich zimnych dłoni. Stanęłam na palcach po czym musnęłam jego usta swoimi. Tym razem jednak nie odwzajemnił pocałunku. Stał jak słup soli i tylko patrzył na mnie spokojnie. Bałam się, że powie za wiele, że nie będzie chciał, a ja go potrzebowałam. Co z tego, że znałam go krótko? Czy to było aż tak ważne? Chyba ważniejsze było to, że czułam do niego coś czego nie czułam jeszcze do nikogo na świecie. to był podziw, szacunek, strach, a jednocześnie coś co mnie do niego ciągnęło jak magnez. Może to, że się stawiłam, że chciał być niedostępny.
-Przestań...-wyszeptał, ale nie ruszył się z miejsca.Nie traktowałam jego słów poważnie, praktycznie nie docierały one do mnie. Zamiast go słuchać po raz kolejny zaczęłam całować jego szyję i znęcać się nad jego ciałem. Pożądałam go. - Proszę...- szeptała nadal mi na ucho. Mimo wszystko podążałam nadal. Jednak kiedy moje dłonie zatrzymały się na jego kroczu zareagował ostrzej.- Przestań!- wrzasnął wściekle, łapiąc mnie za dłonie i unosząc je do góry, tak by mieć je przed oczyma. Przerażona rozchyliłam wargi ze zdziwienia. - Do jasnej cholery! Czy ty nie rozumiesz, że ja mam się tobą zajmować?- powiedział oschle puszczając moje nadgarstki i obchodząc mnie w koło jak pies drugiego psa.
-To się mną zajmij...- wyszeptałam łapiąc go i całując namiętnie.
-Blanca! Posłuchaj mnie w końcu! Nie chcę się z tobą kochać! Nigdy nie chciałem! Potrzebowałem informacji, a teraz je mam. Mam cię pilnować do póki nie złapią tego dupka, który załatwił chłopaka. Jestem tylko twoim ochroniarzem.- mówił poważnie. Jego rysy stały się znów ostre. Wyczułam ten sam chłód co na początku, znów zaczynał się izolować.
-A więc przeleciałeś mnie tylko dlatego, że chciałeś wiedzieć gdzie jest Cal? Żałuję, że się z tobą przespałam.- powiedziałam odpychając go od siebie i siadając na łóżku.
-Serio myślisz, że się w tobie zakochałem? Myślisz, że uczucie zjawia się ot tak...- pstryknął palcami.- Tu potrzeba czasu. Nie wiedziałem, że jesteś tak żałosna...- ostatnie słowa wymówił przez zęby jakby walczył z samym sobą.
-Na prawdę uważasz, że mnie przechytrzyłeś? A skąd wiesz, że ja poszłam z tobą do łóżka z miłość? Zrobiłam to z potrzeb fizjologicznych. Daj spokój. Ty zaspokoiłeś swoje pragnienie, ja swoje. Czyż nie?- powiedziałam z drwią, lecz tak na prawdę chciało mi się płakać. Jak mogłam mu zaufać? Chciałam dać mu w twarz i powiedzieć, że... że... że jest dla mnie ważny, jest kimś więcej niż ochroniarzem. Ale po tym co usłyszałam jeszcze bardziej się bałam. On mnie wykorzystał, nic dla niego nie znaczę i nie zmienię tego.
Na usta bruneta wstąpił delikatny uśmiech, który zmieszany z goryczą wyglądał jak grymas. Wiedziałam, że zapewne zalałam się rumieńcem, a oczy mam całe zaszklone, ale nie mogłam inaczej. To wszystko po prostu za bardzo mnie bolało. Jego słowa były jak ostrza, które raniły i ciało i umysł.
-Zapomnijmy o tym co stało się ostatniej nocy. Nigdy nic się nie wydarzyło. Idź spać.- powiedział po czym wyszedł z domu. Wiedziałam, że zapewne siedzi na schodach i pali teraz papierosa, bo po drodze zwinął z stolika paczkę fajek, ale nie odejdzie dalej niż przed dom. Był moją opiekunką, a ja dla niego pracą. Tylko i wyłącznie.
***
Oddychałam płytko spoglądając przez zabrudzoną szybę auta. Nagle chęć wysprzątania go znikła.Każda sekunda spędzona z nim sam na sam była dla mnie męczarnią, patrzenie mu w oczy sprawiało mi ból. Wiem, że zapewne zorientował się, że płakałam każdą noc przez ten tydzień, który minął zdecydowanie za szybko, ale starałam się by choć przez chwilę nie okazywać słabości. W tej chwili jechaliśmy na komisariat, miałam porozmawiać z Calebem, choć powiem szczerze, że wątpiłam iż uda mi się to. Chyba prędzej rzuciłabym się na niego i pobiła przy tych wszystkich ludziach. Chyba nawet policjant nie dałby rady mnie od niego odciągnąć. Najlepsze jest jednak to, że pobiłabym go dlatego, że dał się złapać, dlatego że nie rozgryzł mojej psychiki i nie zrozumiał, że jestem łatwowierna. Jeszcze niedawno sama myślałam, że jestem twarda, a teraz? Wszystkie te zapewnienia jakby się rozpłynęły.
-Jesteśmy.- odezwał się Bruno patrząc gdzieś przed siebie. W końcu spojrzał w moim kierunku, ale wtedy ja szybko złapałam za drzwi. Nim jednak zdążyłam wyjść jego dłoń zacisnęłam się na moim przed ramieniu. - Uważaj na niego...- wyszeptał patrząc na mnie z troską.
-Szkoda, że nikt nie powiedział mi tak o tobie. Na prawdę szkoda.- wychrypiałam po czym wyrwałam się i wygramoliłam z samochodu. Miałam dość tego wszystkiego. Domyślałam się, że Bruno coś ukrywa, ale nie nalegałam, nie chciałam psuć tego wszystkiego. Niestety, to on zburzył harmonię, którą tworzyłam przez wiele lat.
Nie czekałam na niego. Kiedy tylko znalazłam się przed komisariatem tutejszej policji po prostu weszłam do środka i pewnym krokiem przeszłam przez długi korytarz, wypełniony po brzegi zbirami i funkcjonariuszami policji. Nie zawahałam się nawet kiedy usłyszałam gwizd na mój widok, nie pozwoliłam zmięknąć kolną. Przecież jeszcze niedawno byłam taka twarda, zimna, nie dawałam wejść sobie na głowę, a teraz? A teraz stawałam się kopią smerfetki, która zawsze uśmiechnięta cieszy się życiem.
Podeszłam do długiego blatu i już otwierałam usta by się przedstawić, kiedy ktoś szarpnął za moje ramię i pociągnął mnie dalej. Nie spojrzałam w stronę bruneta ani na moment. Jego oczy przyprawiały mnie o dreszcze, a nasza ostatnio rozmowa wywoływała drżenie rąk i łzy w oczach.
Niechętnie spojrzałam na chłopaka kiedy stanęliśmy przed jednym z pokoi przeznaczonym do przesłuchań. Bruno patrzył na mnie jakby zaraz miał rozpłynąć się z tego smutku, ale nie zwracałam na to uwagi. Nie dam się po raz kolejny omamić. Miał rację. To była jednorazowa przygoda, która nie powinna mieć miejsca.
-Powodzenia.- wyszeptał tylko przekręcając okrągłą gałkę od drzwi i uchylając je przede mną. Posłałam mu oschłe spojrzenie po czym bez ogródek weszłam do środka. Strasznie się bałam tego spotkania, tej rozmowy, widok, który mną wstrząsnął. Skąd mogłam wiedzieć, że to wszystko tak się potoczy? Gdybym wiedziała nigdy nie poszłabym na tą konfrontację.
____
Nie umiem się wypowiedzieć na jego temat. Końcówka taka od niechcenia, ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie. W kolejnym rozdziale będzie się działo więcej, a na razie zostawiam tak jak jest. Tydzień i ferie <3 Jakby to powiedziała moja koleżanka ,,Kminicie to?!''
Nie czekałam na niego. Kiedy tylko znalazłam się przed komisariatem tutejszej policji po prostu weszłam do środka i pewnym krokiem przeszłam przez długi korytarz, wypełniony po brzegi zbirami i funkcjonariuszami policji. Nie zawahałam się nawet kiedy usłyszałam gwizd na mój widok, nie pozwoliłam zmięknąć kolną. Przecież jeszcze niedawno byłam taka twarda, zimna, nie dawałam wejść sobie na głowę, a teraz? A teraz stawałam się kopią smerfetki, która zawsze uśmiechnięta cieszy się życiem.
Podeszłam do długiego blatu i już otwierałam usta by się przedstawić, kiedy ktoś szarpnął za moje ramię i pociągnął mnie dalej. Nie spojrzałam w stronę bruneta ani na moment. Jego oczy przyprawiały mnie o dreszcze, a nasza ostatnio rozmowa wywoływała drżenie rąk i łzy w oczach.
Niechętnie spojrzałam na chłopaka kiedy stanęliśmy przed jednym z pokoi przeznaczonym do przesłuchań. Bruno patrzył na mnie jakby zaraz miał rozpłynąć się z tego smutku, ale nie zwracałam na to uwagi. Nie dam się po raz kolejny omamić. Miał rację. To była jednorazowa przygoda, która nie powinna mieć miejsca.
-Powodzenia.- wyszeptał tylko przekręcając okrągłą gałkę od drzwi i uchylając je przede mną. Posłałam mu oschłe spojrzenie po czym bez ogródek weszłam do środka. Strasznie się bałam tego spotkania, tej rozmowy, widok, który mną wstrząsnął. Skąd mogłam wiedzieć, że to wszystko tak się potoczy? Gdybym wiedziała nigdy nie poszłabym na tą konfrontację.
____
Nie umiem się wypowiedzieć na jego temat. Końcówka taka od niechcenia, ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie. W kolejnym rozdziale będzie się działo więcej, a na razie zostawiam tak jak jest. Tydzień i ferie <3 Jakby to powiedziała moja koleżanka ,,Kminicie to?!''
Genialne opisy ! :D Można się rozpłynąć po prostu :D Wgl rozdział jest fantastyczny :D Każdy jest, ale ten to już wgl geniusz po prostu :D A końcówka... No kurde, jak można kończyć w takim momencie, ale też po prostu genialne :D Szkoda tylko, że Bruno ja tak wykorzystał.. ALe myślę, ze raczej i tak coś do niej czuje :D Musi <33
OdpowiedzUsuńŚwietnyyy!! Ta obojętność Bruno i jej uczucia. Po prostu nie wiem jak to opisać. Udało ci się jakby pokazać co na prawdę czuli. Ja to poczułam ;3
OdpowiedzUsuńNie podałaś, żadnego kontaktu do siebie, więc wtykam się tu i ocena na blogu już jest, więc zapraszam ; ) xx
OdpowiedzUsuńszczerakrytyka.blogspot.com
Kochana , błagam o wybaczenie !
OdpowiedzUsuńJak zwykle muszę nadrabiać ale miałam okropny tydzień i naprawdę brakowało mi czasu :)
Rozdział jest wspaniały. Choć nadal nie mogę uwierzyć, że Bruno okazał się zwykłym pozerem ! Świetnie ukazałaś uczucia :)
Lecę czytać 10 ;)