Caleb podniósł wzrok po czym cicho się zaśmiał. Mi za to zaparło dech. Podbite oko, przecięty łuk brwiowy i warga, kilka szwów na czole... Dodatkowo jeszcze dłonie, które trzymał położone na metalowym blacie. Całe podrapane i poocierane. Wyglądał jakby go wyjęli z więzienia, a przecież jeszcze nie zdążył tam dobrze trafić. Rozprawa miała się zacząć za dwa dni.
Odruchowo położyłam swoją dłoń na jego, czując jak coraz bardziej mi go żal. Wkopałam go w to wszystko, gdybym nie była tak łatwowierna i zbyt uczuciowa. Zakochałam się w facecie, który wykorzystał mnie i zrobił to po to by zamknąć gwałciciela. Cóż za ironia losu. Ciemne oczy szatyna spoglądały na mnie jakby zaraz ich właściciel miał się na mnie rzucić i zabić na miejscu. Nie odepchnął jednak mojej dłoń, tylko mocno ją ścisnął chcąc w ten sposób dodać otuchy.
-Nie wieżę, że mnie wydałaś...- wychrypiał wściekle, łapiąc mnie za nadgarstek i jeszcze mocniej zaciskając na nim swoją dłoń. Po kilku sekundach palce zaczęły mi drętwieć, ale nie odzywałam się, nie chciałam wszczynać paniki. Należało mi się.- Jesteś zwykłą szmatą.- dodał odpychając mnie od siebie. Jego rysy twarzy stały się bardziej ostre, usta wykrzywiły się w grymasie.
-Na prawdę nie chciałam... Zrobiłam to nie świadomie. Przepraszam...- wyszeptałam, pocierając nadgarstek, który jeszcze przed chwilą był w żelaznym uścisku mojego ex. Nie mogłam w to uwierzyć. Nie mogłam pojąć, że przepraszałam go za coś co tak na prawdę nic nie znaczyło. To on powinien się przede mną płaszczyć, a nie na odwrót.
-Twoje przeprosiny nic nie dadzą suko! Przez ciebie trafię za kratki!- warknął podnosząc się lecz po chwili znów siadając na swoje miejsce. Dłonie zacisnął w pięści, która schował pod stół, a oczy zmrużył jakby próbował ukryć emocje.
-Może trzeba było pomyśleć o tym zanim dałeś mi te narkotyki i zgwałciłeś?- spytałam coraz to bardziej zła. Czemu to ja miałam być kozłem ofiarnym, kiedy tak na prawdę nic nie zrobiłam? Nic prócz wzięcia tych cholernych drag. Caleb zaśmiał się głośno i teatralnie po czym wlepił we mnie wściekłe spojrzenie.
-Sama to łyknęłaś kotku. Chciałaś do mnie wrócić i wzięłaś to gówno. Nie kazałem ci. Powiedziałem tylko, że tak możesz mi pomóc.- odparł zachrypniętym głosem cicho się śmiejąc.
-Oszukałeś mnie. Uważasz, że to moja wina? Nic nie zrobiłam.- warknęłam zaciskając palce na swoich udach. Powoli zaczynałam czuć się jak w klatce i moja klaustrofobia dawała o sobie znać. Pragnęłam jak najszybciej skończyć tę rozmowę i wyjść, ale coś, jakaś wewnętrzna siła kazała mi brnąć dalej.
-Chciałaś tego... Widziałem to w twoich oczach...- prychnęłam słysząc te słowa. Jak mogłam go kochać? - Ale ty dziwko wydałaś mnie! Jesteś szmatą, która puszcza się na prawo i lewo! Z nim tez poszłaś do łóżka?!- wrzasnął wstając i wskazując dłonią na Bruna, który stał pod drzwiami. Nie odezwałam się ani słowem, co on najwidoczniej odebrał za potwierdzenie, bo złapał za stół i pchnął nim w bok po czym podszedł bliżej mnie.
-Siadaj...- warknął brunet za moimi plecami po czym nagle znalazł się po mojej prawej stronie.
-Oczywiście panie komisarzu. Tylko coś tej panience powiem.- odparł Cal i nachylił się nade mną. Czułam na swojej skórze jego oddech przesiąknięty zapachem papierosów i piwska. Odkaszlnęłam kiedy chuchnął. -Ze mną się dziwko nie zaczyna.- warknął po czym wymierzył mi policzek. Odchyliłam twarz w prawo tylko na moment, ale to starczyło by nie zauważyć jak Bruno rzuca się na swojego przeciwnika i przygniata go do ściany. Patrzyłam na to jak się szarpią, ale nie reagowałam. Byłam w zbyt dużym szoku by cokolwiek z siebie wydusić. Policzek wciąż mi mrowił i czułam nieprzyjemne pieczenie.
Z mojego własnego cierpienia wyrwał mnie dopiero trzask łamanych kości i głośny wrzask. Utkwiłam wzrok w Brunie, który stał nad wijącym się z bólu szatynem. Nim się obejrzałam w pomieszczeniu znalazło się dwóch funkcjonariuszy. Nic do mnie nie docierało, ani to jak zabierali z pokoju Cala, mówiąc, że muszą go zawieść do szpitala, ani to jak ten klął pod nosem, ani nawet to jak wyprowadzali Bruna, który bez ustanku się szarpał. Wrzeszczał coś do mnie, ale ja tylko patrzyłam na niego pustym wzrokiem. Przed twarzą miałam cały czas wściekłe oczy Cala i jego słowa ,, Jesteś szmatą, która puszcza się na prawo i lewo...''
- Przepraszam. Mam panią odwieźć do mieszkania. Halo? Słucha mnie pani?- mówił ktoś do mnie z oddali. Posłałam blondynowi blady uśmiech po czym wstałam i już miałam iść w kierunku wyjścia, kiedy usłyszałam kłótnię dobiegającą z pokoju komendanta.
-...ty wiesz co ci teraz grozi?! On cię pozwie! Jak mogłeś dać się tak sprowokować?!- przystanęłam na moment patrząc w tamtym kierunku. Za szklaną szybą Bruno rozmawiał z starszym mężczyzną w siwych włosach.
-Uderzył ją! Miałem nie reagować?! Stać i patrzeć?!- krzyczał jak w amoku.
-Nie! Ale należało go tylko odciągnąć! Bruno przykro mi, ale...- zawahał się przełożony szatyna.- Oddaj broń.- dodał wyciągając w jego stronę dłoń. Poczułam szarpnięcie, ale szybko wyrwałam się.
-Zostaw mnie do cholery!- warknęłam kiedy po raz kolejny ktoś mną szarpnął. Do oczu napłynęły mi łzy. Jak to możliwe, że tak bardzo wszystko popsułam? Wpatrywałam się jak chłopak oddaje broń i inne tego typu rzeczy po czym wychodzi. Po drodze złapał mnie tylko za rękę i pociągnął za sobą.
-Ja ją odwiozę.- powiedział oschle do kolegi. Szliśmy w ciszy w kierunku auta. Nie wiedziałam jak mam go przepraszać za to wszystko. Przeze mnie stracił pracę. Nienawidziłam siebie. Kiedy otwierałam usta by coś powiedzieć po prostu brakowało mi słów. Szybko je zamykałam, ale on najwidoczniej widział moje zachowanie bo tylko powiedział:
-Nie szkodzi. Najwidoczniej tak miało być.- potarłam twarz dłońmi, siadając od strony pasażera. Dopiero teraz po moich policzkach popłynęły łzy, które tak starałam się powstrzymać. Nie chciałam być słaba, pokazywać, że mi na nim zależy, ale już nie umiałam... Nie umiałam nie patrzeć na niego bez uczuciowo, zimno i stanowczo. Jechaliśmy w ciszy, przerywanej jedynie moim szlochem i deszczem, który powoli zaczynał padać na zewnątrz. Nie wiem jak długo tak siedziałam, wpatrując się przed siebie z załzawionymi oczyma i drżącymi dłońmi.
Nie chciałam stracić Bruna, za bardzo mi na nim zależało, po prostu go kochałam, ale wiedziałam też, że zraniłam go bardzo i swoim zachowaniem i swoją obecnością.
O dziwo po godzinie jazdy zamiast znaleźć się pod jego mieszkaniem dotarliśmy przed plażę. Kiedy tylko chłopak wysiadł z auta, powoli ruszyłam za nim. Bruno szedł prosto przed siebie, nie oglądając się i nie sprawdzając czy idę za nim. W końcu teraz nie byłam pod jego opiekom. I dopiero teraz zrozumiałam jak jestem bezbronna, wystawiona na niebezpieczeństwo. W końcu szatyn zatrzymał się na środku plaży i spojrzał na mnie nakazując tym samym podejść. Nie zwracając uwagi na fale, które ledwo dopływały do moich stóp zrobiłam dwa kroki w przód. Więcej nie musiałam bo to on podszedł bliżej. Utkwił spojrzenie w moich oczach i nie spuszczając ze mnie wzroku łapczywie zaczął mnie całować. Pocałunki odwzajemniałam bez zastanowienia, zapominając całkowicie o naszej rozmowie sprzed tygodnia kiedy to wyznał mi, ze zrobił to dla informacji, że mnie nie kocha. Nie obchodziło mnie to czy coś czuł, czy mnie po raz kolejny wykorzysta, bo go kochałam. A przecież miłość bez wzajemności zawsze jest najsilniejsza.Prawda? Potrzebowałam tylko jego bliskości, oddechu, spojrzeń i pocałunków. Pożądałam go od kiedy tylko pierwszy raz go ujrzałam, ale wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam.
Kiedy w końcu oderwaliśmy się od siebie, by na brać powietrza wyszeptałam:
- Przepraszam za wszytko.- po czym zalana łzami wtuliłam się w jego skórzaną kurtkę. Minęła chwila nim moje słowa i gesty dotarły do jego umysłu i dały znak, że go potrzebuję. W końcu jednak mocno mnie do siebie przytulił i nie odzywając się pocałował mnie w czubek głowy. Wiatr wiał z coraz to większą siłą, deszcz wzbierał na mocy, ale ja nawet przez moment nie pomyślałam by uciekać. W jego ramionach czułam się dobrze, chciałam tak umrzeć. Bezboleśnie, z uśmiechem na twarzy, policzkami zalanymi łzami, ale łzami szczęścia.
-Wracajmy do domu.
***
-Przepraszam...- powiedziałam po raz setny nie zdając sobie z tego nawet sprawy. Mówiłam to odruchowo, widząc jak go to wszystko boli.
-Nie masz za co. Jestem szczęśliwy.- powiedział wyłączając telewizor i przekręcając się tak, że ja byłam na dole, a on u góry.
-Nie udawaj... Bruno wiem, że schrzaniłam wszystko. Przeze mnie nie masz pracy, życia, nic nie masz.- powiedziałam cicho. Mój oddech nagle przyspieszył z niewiadomego mi powodu, dopiero po chwili zorientowałam się, że tors chłopaka styka się z moimi dłońmi, które odruchowa na nim umieściłam.
-Ty jesteś moim życiem i...- przekręcił głowę w prawo, uśmiechając się przy tym-...i pracą w pewnym sensie też. Przynajmniej byłaś.- powiedział delikatnie całując mnie w czoło, a następnie w usta. Zagryzłam dolną wargę gdy odsunął się na niewielką odległość i puścił mi oczko. -Zależy mi na tobie.- dodał między pocałunkami. Głośno się zaśmiałam czując jak chłopak łaskocze mnie swoimi wargami po brzuchu. Ten tylko na moment uniósł wzrok, by następnie celowo upaść na mnie całym ciałem. Pisnęłam przerażona, a jednocześnie zadowolona.
-Mi na tobie też...- wyszeptałam wtapiając swoje palce w jego ciemne włosy i przyciągając jego głowę bliżej, tak by móc go pocałować.
Z moich płuc wydało się westchnienie na dźwięk telefonu chłopaka. Brunet jednak najwidoczniej nie zamierzał odbierać telefonu. Jadnak ktoś był strasznie natarczywy i wydawać by się mogło, że jeśli Bruno nie odbierze, to telefon będzie dzwonił przez całą noc.
-Odbierz.- powiedziałam widząc jego przepraszające spojrzenie. Chłopak zszedł ze mnie i odebrał komórkę. Niestety, ale nic nie mogłam wywnioskować z ich rozmowy. Nie udało mi się nawet zamienić z Brunem słowa, bo ten już wybiegał w domu, krzycząc tylko, że dzwonią z pracy. Szkoda tylko, że go z niej wyrzucili...
____
Dziesiąty i chyba mogę powiedzieć, że jest to półmetek. Jeszcze trochę. Mam nadzieję, że tym razem opowiadanie wyjdzie dłuższe niż zazwyczaj i osiągnie przynajmniej 18 rozdziałów. O 15 jestem pewna;D Przepraszam za jakiekolwiek błędy, ale nie mam sił sprawdzać tego. Jak się podoba?
Genialny <33 I Bruno wreszcie powiedział, że mu na niej zależy <33 A ostatnia scena - przynajmniej jak dla mnie - jest fantastyczna <33 Kiedy tak sb leżą i całują i wgl <33 Ciekawi mnie tylko po co zadzwonili po Bruna ;D
OdpowiedzUsuńFantastyczny ! :) Jest coraz lepiej, tak sprawnie rozwijasz całą akcje :) Jesteś coraz lepsza w tym co robisz :)
OdpowiedzUsuńCieszę się ,że Bruno jednak jest zakochany. Tylko po co skłamał ? :)
Zakończenie w idealnym momencie :)
Czekam na więcej :*
Co do wyglądu bloga, jest booooski !
Boże! To jest świetne! <3
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę z takiego rozwoju sprawy!
Jestem tylko ciekawa o co chodzi z tą pracą.
Świetnie to wszystko rozwijasz!
Pisałaś już wcześniej blogi z opowiadaniami? Jak tak to mogłabyś mi podać adresy (o ile nie usunęłaś ich).
Czekam na więcej i będę sprawdzać codziennie czy nic nie wstawiłaś. : *
Wspaniałe. Po prostu wspaniałe!