poniedziałek, 11 lutego 2013

11.Nie wiem co zrobiłem nie tak, co się takiego stało...

         Bruno...


      Zacisnąłem mocniej dłonie na kierownicy, czując jak cały drżę, płonę od środka. Jeszcze nigdy tak cholernie się nie bałem, nie byłem tak przerażony. Zamrugałem kilka razy gdy obok mnie przejechało auto policyjne na sygnale. Nie musiałem być świadkiem zdarzenia, by wiedzieć gdzie jadą. Zaśmiałem się nerwowo kiedy zobaczyłem w oddali kilka auto policji, karetkę i moich kolegów z pracy. Zawsze dzwonili kiedy mieli akcję, ale jeszcze nigdy nie byli tak przejęci, nigdy nie krzyczeli do słuchawki, bym jak najszybciej jechał, bo ona nie żyje. Nie sądziłem, że dożyję takiego dnia. Zawsze uważałem, że to ja będę pierwszy.
   Zatrzymałem auto i szybko wysiadłem nie zamykając za sobą nawet drzwiczek od niego. Przedarłem się przez skupisko gapiów po czym zatrzymałem się obok blokady utworzonej przez policję. Adamowi nie umknęło to, że się zjawiłem. Podszedł powoli, ale nie rozsunął barierek.
   -Otwieraj.- warknąłem na blondyna, czując na sobie jego litościwe spojrzenie.- Już!- wrzasnąłem nie widząc reakcji.
  -Bruno już po...- wyszeptał tylko. Wściekły przeskoczyłem przez ogrodzenie po czym odpychając go na bok ruszyłem w stronę skąd widziałem jedynie jej nogi. Zawsze na ich widok gwizdałem, zawsze się śmiała, że jestem gorylem, mówiła, że jestem płytki, ale nie przeszkadzało mi to, a wręcz przeciwnie. Tylko przy niej byłem tak szczęśliwy, tak bardzo się otworzyłem. Opowiedziałem o tym co spotkało mnie w życiu. Nikt, nawet Balca nie wiedział ile przeszedłem i nie wiedziałem czy kiedykolwiek się dowie.
   Wyrwałem się dwóm policjantom obrzucając ich tylko pogardliwym spojrzeniem po czym zamarłem. Zatrzymałem się może z dwa metry od niej. Nie przechodziło mi nawet przez myśl, że ona... że ona... że nie oddycha, że jej oczy nigdy się nie otworzą, a usta już nigdy nie ułożą się w uśmiechu.
   Momentalnie upadłem na kolana widząc jej zakrwawione gardło, szeroko otwarte, zielone oczy i bladą jak porcelana cerę. Zazwyczaj uśmiechnięta twarz teraz przepełniona była bólem i smutkiem, strachem i cierpieniem. Nie mogłem pojąć dlaczego akurat ona, jak to możliwe, że to spotkało moją małą Vivianne? Rozpaczliwie zacisnąłem jej dłoń w uścisku. Otworzyłem usta i cicho jęknąłem konając z bólu. Czułem jak moje ciało przebiega zimny dreszcz, dreszcz śmierci. Zapowietrzyłem się ciągle wpatrując się w jej piękne oczy, które zawsze były podziwiane przez wszystkich w koło. Chciałem jeszcze raz ucałować ją, przytulić, usłyszeć jej śmiech z najmniejszej drobnostki i poczuć zapach, który zawsze jej towarzyszył. Lilie i cynamon. Zaskakujące połączenie, tylko jej...
   Kolejny raz wydałem z siebie cichy jęk po czym pozwoliłem popłynąć gorzkim łzą. Straciłem ją... Straciłem moją ukochaną siostrzyczkę.
   Dotknąłem dłonią jej gardła. Gardła, które zostało poderżnięte ostrzem noża. Nie zwracałem uwagi na ludzi, którzy próbowali mnie od niej odciągnąć, krzyczeli, żebym wracał do domu, że nic nie pomogę, ale ja nadal nie wierzyłem. Żyłem tylko dla niej. Pierw rodzice, potem Victor, a teraz ona. Wszyscy po kolei mnie zostawiali
   -Vivi... nie rób mi tego. Obudź się... Proszę... Potrzebuję cię...- mówiłem przez łzy, cały przy tym drżąc. Głośną wrzasnąłem gdzieś w powietrze po czym wstałem układając jej zimną dłoń delikatnie na ziemię. Przeszedłem może kilka metrów, kiedy napotkałem na swojej drodze śmietnik. Kopnąłem go z całej siły i rozejrzałem się w koło.
   Motor.
   Tego teraz potrzebowałem. Adrenaliny.
   Nie zwracając uwagi na protesty kolegów wsiadłem na motocykl po czym z piskiem opon ruszyłem przed siebie. Ograniczenia prędkości mnie nie dotyczyły. Pędziłam najszybciej jak się dało, a i tak było to dla mnie stanowczo za wolno. Kiedy tak jechałem przed siebie widziałem ją. Jej roześmianą twarzyczkę, zalaną rumieńcem, pełne życia oczy, drobne dłonie, które przytulały mnie do siebie. Miała zaledwie szesnaście lat. Nie miała prawda już odchodzić. Nie tak szybko. Zawsze kiedy wychodziła z domu mówiła : ,,Jeśli nie wrócę za godzinę dzwońcie do Bruna. On skutecznie zwalcza robactwo.'', a kiedy uciekała z domu do chłopaka zawsze mówiła ,, Kryj mnie braciszku, bo inaczej wydam sekret warty twojego przyrodzenia.''
   Jaki sekret?
   To, że po pijaku przespałem się z jej najlepszą przyjaciółką, która od zawsze się we mnie podkochiwała. Teraz było to dla mnie śmieszne, wtedy bałem się kary i policji.
    Docisnąłem jeszcze bardziej gaz zbliżając się do zakrętu. Nie chciałem już tu być, chciałem być z moją Vivi, móc ją przytulić i zobaczyć jej uśmiech. Westchnąłem  mrugając kilka razy powiekami.
   ,,Zależy mi na tobie''
   ,,Chcę ciebie...''
   Rozległ się głos w mojej głowie, a potem kolejne słowa, które obijały mi się o uszy.
   ,,Potrzebuję cię...''
    Tak strasznie mi zależało na niej, a jej na mnie. Nie mogłem... Nie mogłem się zabić. Nie teraz kiedy ona siedziała w domu i czekała na mnie. Liczyła, że wrócę do niej, powiem co się stało i będzie jak dawniej. Wyhamowałem skręcając powoli po czym stanąłem w miejscu. Zsiadłem z motora po czym kopnięciem pchnąłem go gdzieś w bok. Postanowiłem się przejść. Potrzebowałem powietrza. Potrzebowałam Vivi.

Blanca...

           Przeszłam po raz kolejny po korytarzu rzucają w kąt paczkę papierosów, którą od jakiegoś czasu się bawiłam. Dłonie mi drżały, cała drżałam z wściekłości. Wyszedł tak po prostu i znikł. Bez tłumaczeń, bez wyjaśnień. Bałam się tej okolicy, ale to nie było ważne. Bałam się o niego. Nie było go od czterech godzin przez ten cały czas zdążyłam wypić już pięć kawa i dwa napoje energetyczne więc czułam się jakbym zaraz miała zwymiotować, ale dzięki temu przynajmniej jeszcze trzymałam się na nogach. Zapewne i tak nie dałabym rady zasnąć. Nie w takim momencie. 
   Odskoczyłam w tył słysząc przekręcanie klucza w drzwiach. Kiedy tylko zobaczyłam go w drzwiach z przekrwionymi oczyma, które zapewne wylały dziś nie jedną łzę, przestraszyłam się. Zanim przyszedł mówiłam sobie, że jak wróci rzucę mu się do gardła i nawrzeszczę na niego, teraz jednak bałam się do niego podejść. Utkwiłam wzrok w jego oczach, które bez ustanku spoglądały na mnie. Staliśmy w ciszy, przypatrując się sobie. Nie wiem ile czasu upłynęło nim podszedł do mnie i pozwolił siebie dotknąć.
    Przejechałam dłonią po jego wilgotnym policzku po czym poczułam jak zostaję uniesiona nad ziemię. Usłyszałam jego szloch, cichy jęk kiedy złożyłam pocałunek na jego ustach i zrozumiałem, że on tego nie chce, że potrzebuje tylko pocieszenia z nieznanego mi powodu. Tak na prawdę nie musiałam wiedzieć co się stało, starczyło mi, że widziałam jak cierpi. Bruno przeniósł mnie do kuchni po czym posadził na blacie stołu i wtulił w mój dekolt. Nic nie mówiłam, nie pytałam. Całą noc siedziałam w kuchni i jedynie gładziłam jego głowę, szeptałam, że wszystko się ułoży. W końcu oboje wylądowaliśmy na zimnej posadce w kuchni. Wtulona z Bruna starałam mu się jakoś pomóc, ale było tylko gorzej. Siedziałam tak ściśnięta w jego ramionach i mimo bólu nie narzekałam.
   -Mam siostrę... Ma na imię Vivianne.- zaczął nad ranem, kiedy już zaczynałam przysypiać. Uniosłam lekko głowę by spojrzeć mu w twarz, ale wtedy chłopak docisnął mnie tylko dosbie do torsu i ucałował w czubek głowy.- To piękna blondynka o zielonych oczach i cerze jak u porcelanowej lalki. Zawsze uśmiechnięta, zadowolona z życie, trochę rozkapryszona i sarkastyczna, ale kochana...- mówił z coraz większym trudem. Jego zaciśnięte dłonie na mojej koszulce zaczynały mi ciążyć. - Tak bardzo ją kocham... Tak bardzo...- mówił przez łzy.
   -Co się stało?- spytałam, ale on chyba nie słyszał moich słów, bo ciągnął dalej.
   -Tak ją kocham... - westchnął rozluźniając uścisk, ale nie puszczając mnie.- Kiedy miałem siedemnaście lat, a ona jedenaście nasi rodzice popełnili samobójstwo. Do tej pory nie wiemy co tak na prawdę się stało. Po prostu którego wieczoru zszedłem do piwnicy i... Zobaczyłem ich powieszone ciała. Nic nie wskazywało na morderstwo, a wszystko na samobójstwo, ale ja i tak wiem i wiedziałem swoje. Oni się nie zabili... Za bardzo nas kochali...- przerwał. Chyba chciał zobaczyć jak zareaguję, ale mi odebrało mowę. Zacisnęłam mocniej palce na jego koszuli, do oczu napłynęły mi łzy, ale nie popłynęły. Ugrzęzły gdzieś między sercem, a mózgiem, który zabraniał mi uronić choć łzę.
   -Co było dalej?- spytałam, czując że on potrzebuje podzielić się tym z kimkolwiek.
   -Po dwóch latach zdążyłem ochłonąć, zapomnieć. Vivi miała wtedy trzynaście lat, a mój brat, Victor, siedemnaście. Wziąłem ich pod swoje skrzydła, chcąc ochronić przed przeszłością, na marne. Nie wiem co zrobiłem nie tak, co się takiego stało...- przerwał, by westchnąć po czym ciągnął dalej.- Po tych dwóch latach Vivi znalazła Victora w tej samej piwnicy... Powiesił się. Jak oni.- Bruno jakby ochłonął mówiąc o historii jego rodziny, już tak nie zanosił się płaczem, nie szlochał, starał się być twardym.  - A teraz Vivianne. Dzisiaj w nocy dostałem telefon. Dzwonili z policji, znaleźli ją. Jej ciało było na placu głównym w mieście. Miała poderżnięte gardło i teraz już wiem, że to nie było samobójstwo. Całą moja rodzina została zamordowana, zostałem tylko ja...- powiedział zimno i oschle.
   -To nie twoja wina...- wyszeptałam, słysząc w jego głosie pogardę do samego siebie.Odsunęłam się od niego delikatnie po czym usiadłam na nim okrakiem i mocno przytuliłam go do siebie.
   - Mogłem ich chronić... To mnie powinni zabić.- warknął.
   -Nie mów tak. Nie mogłeś nic zrobić. Ich śmierć nie obwinia ciebie. Nie możesz się winić za coś na co nie miałeś wpływu. Czasem tak się dzieje.- powiedziałam, składając na jego ustach delikatny pocałunek.
   -Tylko ty mi zostałaś...- zaczął, ale nie dane było mu dokończyć, bo nagle moich uszu dobiegł dzwonek do drzwi, a chwilę potem walenie w nie. Powoli wstałam, nie pozwalając tym samym podnieść się Brunowi.
   -Otworzę.- powiedziałam, zarzucając na siebie bluzę i zapinając ją po samą szyję. - No już idę!- wrzasnęłam, słysząc to okropne walenie. Kiedy otworzyłam drzwi moim oczom ukazało się dwóch policjantów.
   -Dzień dobry. Jestem Komisarz Thomas, a to jest mój kolega Edwards. Czy pani Blanca Mithey?

____
Uff... Mam nadzieję, że się podoba. Mi nawet, nawet. Pisany pod napływem weny. Już znacie prawie całą tajemnicę, którą dla was przygotowałam. Nie martwcie się jednak, jeszcze trochę was zaskoczę. I to nie tylko pozytywnie;P

4 komentarze:

  1. Vivi? ^^
    Rozdział jest co najmniej niesamowity :D Po prostu rewelacja :D Tylko szkoda mi Bruno ;/ Wszyscy po kolei.. Smutne ;( Dobrze, ze przynajmniej ma Blance ;D A rozdział wspaniały, czekam na NN ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem z ciebie dumna :) Piękny zwrot akcji :)
    Fantastycznie opisane uczucia. Zaskoczyłaś mnie tą historią. Naprawdę świetny pomysł :)
    Znalazłam kilka literówek, musisz na nie uważać ale oprócz tego jest świetnie ! :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne... właściwie nie! Coś więcej niż świetne, a nawet wspaniałe... ! ^^
    Te uczucia... to jak je opisujesz, jak się je czyta... można je poczuć.
    Można się wczytać w to co piszesz i przenieść się w opisywany świat... w ich świat!
    Chcę więcej! Choć może inaczej... PROSZĘ O WIĘCEJ! :D
    Chociaż jest to smutny rozdział, to naprawdę świetny.
    (Pamiętaj o uważaniu na literówki. ;) )

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobra mam chwilę i sobie nadgoniłam te nowe rozdziały, chyba dwa..
    Jak ja kocham, kiedy ktoś pisze tak śliczne, długie opisy... <3 Nie dość, że potrafisz wszystko napisać w taki sposób, to jeszcze fabuła, która nawet na chwilę nie robi się nudna. To wszystko, jak Bruno opisywał, kiedy każdy z jego członków rodziny umierał, praktycznie w podobny sposób.. i to, jak co któryś moment przerywałaś wciskając idealne opisy uczyć jest czymś pięknym. Jak czyta się Twojego bloga, to można to we wspaniały sposób odczuć, że nie piszesz od tak z miejsca, tylko masz go zaplanowanego z pomysłem na niego. No jest cudowny ! Można pozazdrościć, znalazłam kilka takich blogów, które są pisane w taki pomysł, jest ich na prawdę mało, a wybieram tylko te, które najbardziej mi się podobają i Twój się do nich zalicza. Możesz być z siebie dumna ; )
    No to już nie przedłużając, bo opinie już wyrażałam, więc się nie będę rozpisywać hehe Czekam na następny, świetny, boski blog <3

    OdpowiedzUsuń