niedziela, 24 lutego 2013

14.Raz a dobrze.

           -Nie upieraj się. - odezwał się mężczyzna w siwych włosach po czym wyjął z szuflady broń i obrócił ją w palcach. Wręczył ją brunetce, która przyjęła ją bez wahania. Na moment nasze spojrzenia spotkały się, ale po krótkiej chwili odwróciłem wzrok by wbić go w mojego przełożonego. - Nie powinieneś brać w tym w ogóle udziału.- dodał, jakby tymi słowami mógł mnie przekonać. Czego by nie zrobili i tak bym poszedł ją szukać, a on doskonale o tym wiedział. Wiedział, że ja się nie poddaję i walczę do końca.
  -Czemu ona? - spytałem, spoglądając na zegarek. Piętnasta trzydzieści. Tak mało czasu, a tak dużo do zrobienia. Alice zaśmiała się cicho, chowając przy tym broń  za pasek spodni. Przebiegłem ją wzrokiem. Długie nogi, wąska talia i ramiona, krzywy uśmieszek na równym ustach oraz inteligentne spojrzenie tych ciemnych oczu. Wiedziałem, że mogę na niej polegać, choć znałem ją od zaledwie godziny kiedy to wyjęła mnie z rzeki. Mimo wszystko nie chciałem narażać kolejnej osoby na niebezpieczeństwo.
  -Jestem za równouprawnieniem, a ty?- spytałam ciągle z tym parszywym uśmieszkiem na twarzy. Nie odpowiedziałem. - Daj spokój. Można było się spodziewać, że będzie taka naiwna. A ty jesteś głupi. Miałeś jej pilnować.- dodała, wkładając na dłonie czarne rękawiczki. Posłałem jej tylko wściekłe spojrzenie po czym wyminąłem i wyszedłem z pomieszczenia.
  -Pilnowałem...- wychrypiałem kiedy byliśmy już przy moim aucie.
  -Najwidoczniej źle to robiłeś.- powiedziała. Spojrzałem w jej kierunku. Cały się od środka gotowałem. Nie miała prawa oskarżać mnie nie znając sytuacji. Nie wiedziała o Vivi, nie wiedziała o niczym. Była niedoinformowana, a mimo to potrafiła wysnuwać wnioski z niczego. Zatrzymałem się dosłownie dwa centymetry od niej stykając się swoją klatką piersiową z jej. Na ustach Alice znów pojawił się ten sam uśmiech co w gabinecie szefa. Litościwy i krzywy jakby zjadła cytrynę. - Ja bym jej dopilnowała. Co to za problem trzymać ją na smyczy? Zresztą, dla ciebie to powinno być jeszcze łatwiejsze. Nawet w jednym łóżku spaliście. Szkoda tylko, że ona nie umie walczyć i jest taka potulna. Myślę...- nie dałem jej dokończyć.
   -Nie mów o niej jak o psie. Nawet nie wiesz jaka była. Nie znasz ani jej, ani mnie, więc przestań ujadać choć na moment i mnie posłuchaj.- warknąłem, patrząc jej prosto w oczy. Już się nie uśmiechała. Teraz w miejsce zadowolenia wstąpiła złość. - Nie potrzebuję twojej pomocy, ale wiem że jeśli chcę brać w tym udział muszę cię tolerować. Chcę znaleźć ją jak najszybciej, zabić tych sukinsynów i zapomnieć. Rozumiesz?- powiedziałem już nieco spokojniej widząc jej przerażony wzrok.
   -W takim razie ruszajmy.- szepnęła brunetka składając na moich ustach pocałunek. Zszokowany otworzyłem szeroko oczy, ale nie byłem zdolny by się wyrwać. Po prostu stałem i się jej przyglądałem. Kiedy tylko oderwała się ode mnie wsiadła na motor, który stał obok i poklepała miejsce przed sobą.
   -Co to było?- zapytałem ostro. Brunetka wzruszyła tylko ramionami po czym z tym samym uśmiechem oblizała wargi.
   -Potrzebowałeś tego. Poza tym lubię jak się złościsz.- odparła, kiedy wsiadałem na miejsce kierowcy. Pozwoliłem jej objąć się w pasie, choć wiedziałem, że umiała by się utrzymać i bez tego. Przed wyruszeniem przymknąłem do połowy powieki i przywołałem twarz Blacy. Uśmiech, to ten uśmiech prowadził mnie w niewiadomą stronę, w stronę lasu.

***
     
            Wziąłem głęboki wdech. Świeże powietrze działało na mnie jak adrenalina. Potarłem skronie myśląc o niej. Z każdą sekundą czułem się gorzej i to nie tyle fizycznie co psychicznie. Brakowało mi jej obecności. Przeszukiwaliśmy ten las piąty dzień i nic. Pustka, jednak byłem pewien, ze ona gdzieś tu jest. Czułem jej obecność całym sobą, a może po prostu bardzo tego chciałeś? Podświadomie umysł podstawiał mi przed oczy jej obraz, sprawiał, że czułem jej zapach i słyszałem głos, który non stop obijał się o moje uszy. Palcami wyobraźni gładziłem jej blady policzek, choć wiedziałem, że przecież jej nie ma. Może już nie żyje? Czemu ciągle miałem nadzieję?  Alice miała rację. Powinienem być gotów na najgorsze, zapomnieć i żyć dalej lecz nie wiedziałem jak. Bo jak żyć bez osoby, która jest całym twoim światem, tlenem i słońcem? Każda moja komórka domagała się jej dotyku, zapachu, widoku... Każdy najdrobniejszy włos chciał by go pogładziła, a oczy by zobaczyć jeszcze raz jej lazurowe tęczówki. Jeszcze raz... Tylko raz...
   -Bruno...- usłyszałem za swoimi plecami. Przekręciłem głowę w prawo czując na swoim policzku dłoń Alice. Uśmiechnęła się do mnie blado oczekując tego samego z mojej strony.
   - Co jeśli jej tu nie ma? Jeśli intuicja podpowiada mi źle? Przecież jeśli tu byli, powinny być jakieś ślady... Ona... Na pewno coś zostawiła. Tu coś musi być...- mówiłem, patrząc gdzieś przed siebie.
   -Przykro mi... Bruno, proszę. Wracajmy. Choć do mnie.- powiedziała, łapiąc za moją dłoń. Zacisnąłem na niej swoje palce po czym przyciągnąłem ją do siebie i mocno przytuliłem. Dla Alice też to wszystko było ciężkie. Widziałam ile kosztuje mnie to wszystko, poszukiwania, ciągłe szukanie tropów. A najgorsze było to, że wciąż byliśmy w martwym punkcie.
  -Jeszcze chwilę... Muszę coś sprawdzić.- powiedziałem całując ją w czoło i kierując się coraz głębiej. Czułem na sobie spojrzenie Alice, ale musiałem coś sprawdzić.To znowu ta moja cholerna intuicja. To ona kazała mi zniknąć z pola widzenia brunetki. Podszedłem do Adama i wręczyłem mu apaszkę Balcy, którą zawsze miałem przy sobie.  Zanim zdążył coś powiedzieć nachyliłem się nad jego uchem i wyszeptałem.
   -Idź do Alice i pokaż jej tą apaszkę. Powiedz, że znalazłeś niedaleko. Chcę wiedzieć jak zareaguje.- blondyn przytaknął tylko po czym, jak przystało na dobrego kolegę przebiegł się trochę z krzykiem, wołając, że znalazł. Ja tym czasem ukryłam się za drzewem i oglądałem wszystko w koło. Stałem za daleko by słyszeć o czym rozmawia z Alice, ale widziałem jak dziewczyna z szerokim uśmiechem przyjmuje od niego apaszkę i chowa do swojej torby. Oparłem się o drzewo po czym uderzyłem w nie pięściami z całej siły. To dlatego ciągle staliśmy w miejscu. Ona wszystko sabotowała. Zabierała poszlaki, bym nie znalazł Blancy. Teraz jednak wiedziałem prawdę. Tylko jak miałem to wykorzystać?
   Na słowo ,,wykorzystać'' od razu przypomniałem sobie moją pierwszą noc z Blancą. Okłamałem ją, przespałem się tylko po to by wiedzieć gdzie jest Caleb. Na samą myśl o tym typku robi mi się nie dobrze.
   Potrafiłbym zrobić to samo z Alice? Jednak pytanie powinno brzmieć inaczej. Co chcę osiągnąć i co chciałem zyskać tamtego wieczoru, kiedy to dałem uwieść się Blance.? Nie jestem do końca pewien czy wtedy chodziło tylko o informacje, czy już wtedy podświadomie jej nie pragnąłem.  Zresztą... I tak nie miałem wyboru. Mogłem albo patrzeć jak umiera, albo przespać się z Alice.

***

       -Napijesz się czegoś?- spytała brunetka kiedy rozsiadłem się wygodnie na kanapie w jej salonie. Dom miała ogromny w porównaniu z moją klitką. 
 -Nie!- odkrzyknąłem, oblizując wargi i oczekując aż zjawi się salonie. Brzydziłem się jej, nienawidziłem, ale wiedziałem że nie mam innego wyjścia. Mogę zrobić tylko to by wyciągnąć z niej informacje i to jak najszybciej. Nie miałem pojęcia czy Blanca żyje, a dla mnie liczyła się każda sekunda.
  -Na pewno nic nie chcesz? Mam pyszną herbatę prosto z Londynu...- zaczęła opierając się o framugę drzwi. Powoli wstałem po czym podszedłem do niej i odgarnąłem z jej twarzy kosmyk ciemnych włosów.- Poza tym moglibyśmy się gdzieś przejść. No wiesz... Żeby na chwilę o niej zapomnieć.- w tym momencie zapragnąłem dać jej w twarz. Jak mogła mówić bym zapomniał o kimś kogo kochałem?! Opanowałem się jednak i uśmiechnąłem delikatnie, całując przy tym w usta. Kiedy tylko nasze wargi się spotkały poczułem jeszcze większe obrzydzenie, ale musiałem to powstrzymać. Po prostu musiałem. Miałem tylko nadzieję, że Blanca mi to wybaczy.
  -Zostańmy lepiej tu...- wyszeptałem do ucha brunetki, odsuwając się przy tym na niewielką odległość.  Złożyłem na jej szyi kilka pocałunków i poczułem jak jej paznokcie wbijają się w mój kark. Mimowolnie do oczu napłynęły mi łzy. Nie umiałem całować Alice bez wyrzutów sumienia, bez myśli że to Blanca powinna być na jej miejscu, a mimo to robiłem. W duchu modliłem się, bym dostał to czego pragnę, by mi powiedział gdzie jest.
    Nie zareagowałem słysząc cichy jęk Alice kiedy uderzyła o szafkę nocną. Nie obchodziło mnie to. Chciałem mieć to za sobą.
   Raz a dobrze.- pomyślałem sobie po rzuciłem ją na łóżko.


_____________
Aż dziwne, ale bardzo łatwo mi się go pisało. Łatwo i przyjemnie. Wszystko z perspektywy Bruna, ale w kolejnym już trochę poprzeplatam. Zaskoczyłam was planem Bruna czy nie bardzo? Mogliście się tego spodziewać po wyłudzaniu informacji od Blacy, ale to nic;D Jakby tak przeliczyć to zostały mi może 3 rozdziały + epilog, ale to tak na oko.
         

2 komentarze:

  1. Rewelacyjny :D Szkoda, że Bruno przespał się z Alice... Ale skoro to dla dobra Blance to niech będzie ^^ Ważne, żeby ją odnalazł i wszystko było fajnie ^^ A rozdział świetny ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniały rozdział. ^^
    Mam nadzieję, że Blanca wybaczy Bruno to, że przespał się z Alice, bo przecież to dla jej dobra. ;D
    Ważne żeby wyciągnął informacje. ^^
    Czekam na dalszy ciąg. ;)

    OdpowiedzUsuń