-Gdzie ona jest?- spytałem ostro. Poczułem pod palcami jak usta dziewczyny układają się w uśmiech. Zdjąłem dłoń z jej buzi i ostrożnie przeszukałem ją.
-A miało być tak miło.- powiedziała, łapiąc mnie za krocze. Odruchowo dałem jej twarz dłonią, w której trzymałem pistolet po czym znów przystawiłem ją jej do skroni. - Ty skur...- zaczęła, ale nie pozwoliłem jej dokończyć. Ruchem palca naładowałem pistolet, dając jej znać, że mam z sobą kolegę, który może odstrzelić jej łeb w każdej chwili, ale ona zbytnio się tym nie przejęła. Zaczęła się szamotać co na niewiele się zdało kiedy zabrałem jej pistolet i odrzuciłem w kąt pokoju.
-Teraz ja powinnam dać ci twarz. W końcu mnie dotykasz.- powiedziała rozbawiona. Uśmiechnąłem się pod nosem po czym nachyliłem się i wolną ręką złapałem ją za ciemne włosy. Brunetka pisnęła cicho kiedy podniosłem ją na kilka centymetrów do góry.
-Gdzie jest?- ponowiłem pytanie, blokując przy tym jej nogi swoimi.
-Pomówmy może o czymś przyjemniejszym. Na przykład byś mnie przeleciał do końca, a nie tak zostawiasz do połowy bzykniętą. Jej też takimi torturami dogadzałeś? Nic dziwnego, że uciekła.- odezwała się cichym głosem Alice.
-Wiesz, że mogę ci wydłubać gałki oczne widelcem, który leży na stole, a potem strzelić ci tym oto pistoletem...- wskazałem głową na broń w mojej prawej dłoni.- Prosto w ten pusty móżdżek? Więc uważaj i mów co wiesz chyba, że chcesz skończyć tak jak twój brat.- powiedziałem. Nawet nie wiedziałem co tak na prawdę mówię. Dopiero po fakcie zrozumiałem kim jest dziewczyna. To była siostra Harry'ego Evansa. Zmieniła nazwisko, ale poza tym była wciąż taka sama. To stąd znałem ten krzywy uśmieszek. Ostatnio widziałem go na ustach jej brata, kiedy próbował zastrzelić ośmiolatkę. Postrzeliłem go, a wręcz zastrzeliłem. Próbowali go odratować, ale na marne. Nic nie dało się zrobić.
-Ty dupku! Nie powinieneś chodzić po tym świecie! Zabiłeś go! Zabiłeś Harry'ego!- darła się jak wariatka, uderzając przy tym dłońmi w moją klatkę piersiową.
-On chciał zabić tą małą. Czy ty tego nie pojmujesz?! Zamordował by ją na oczach jej własnej matki! Co byś zrobiła gdybyś to ty był jej mamą?! - warknąłem zły, że daję się wciągnąć w tą dyskusję nie na temat.
-Nie zabiłabym go. Nigdy. -westchnąłem cicho.
-Powiedz mi, gdzie jest Blanca a zapomnę o sprawie. Zostawię cię. I tak mam zamiar zrezygnować z pracy w policji. Nie doniosę na ciebie. Proszę, powiedz mi gdzie ona jest...- powiedziałem wpatrując się w jej ciemne oczy, które teraz jakby trochę przycichły i się uspokoiły.
-Wiesz, że oni zabili całą twoją rodzinę? Zdajesz sobie z tego sprawę? Nawet jeśli ci powiem gdzie są, pojedziesz za nimi, a oni zabiją i ciebie i ją. Bruno to nie ma prawda się udać. Ich jest dwóch, a ty sam. - przymknąłem na moment powieki i spróbowałem się skupić. Musiało być jakieś wyjście. Przecież zawsze są dwie drogi. Każda droga kiedyś się rozwidla.
-Przecież mam ciebie. Możesz mi pomóc. Alice jeśli staniesz po mojej stronie może się udać. Kiedyś byliśmy przyjaciółmi...- wyszeptałem, widząc że nie bardzo chce się w to włączać.- Znamy się od małego. Potrzebuję twojej pomocy. Przepraszam za Harry'ego, ale ty nie widzisz, że oni cię zabiją? Potrzebowali cię do tej gry. Zaraz będziesz zbyteczna i będziesz niepotrzebnym świadkiem. Tylko tak możesz się uwolnić. Jak ją znajdziemy zrobię co zechcesz.- powiedziałem opuszczając niżej broń.
-Wyjedziesz? Wyjedziesz jak najdalej stąd? Uciekniesz do Europy?- pytała jak nakręcona. Przytaknąłem tylko na znak zgody. -A co jeśli odmówię?- spytała ostrożnie kiedy puściłem obie jej dłonie. W jakiś sposób jej ufałem. Nie w stu procentach, ale jakaś część mnie mówiła mi, że mogę jej zaufać.
-Wtedy będę musiał cię do tego zmusić, a uwierz, że to nie będzie przyjemne.- na moment zapadła cisza, przerywana jedynie naszym oddechami i cykaniem zegara. W końcu jednak głowa dziewczyny pochyliła się na znak zgody.
Blanca...
,,Przepraszam.''
- Nie rozklejaj mi się tu.- warknął Evan, dopijając swoje piwo i gniotąc kolejną już dzisiaj puszkę. Spojrzałam na niego spod rzęs po czym tylko westchnęłam i oparłam się o ścianę. -Nie martw się. Niedługo przybędzie twój książę.- powiedział z drwiną w głosie. Miałam go serdecznie dość. O ile Edwarda dało się znieść, to Evan był cięgle niezadowolony, non stop mnie zaczepiał i szukał rozmówcy. Najzwyczajniej w świecie się nudził, ale ja nie miałam zamiaru dostarczać mu rozrywki. Przynajmniej nie dobrowolnie. Już rozchyliłam wargi by się odezwać kiedy mężczyzna uniósł do ucha słuchawkę, po czym nic nie mówiąc odłożył ją i skierował się w stronę drzwi.
-Zaraz wracam.- bąknął na poczekaniu po czym znikł. Korzystając z jedynej takiej okazji, podpełzłam do stolika, na którym znajdowało się w jedzenie i złapałam zębami koktajlowego pomidorka. Szybko znikł w moim żołądku, potem kolejne i kolejne. W końcu udało mi się dobrać do czegoś bardziej pożywnego, a mianowicie kanapki. Miałam spore problemy przy zjedzeniu jej bez umazania się, ale po kilku próbach udało się. Wróciłam na swoje miejsce. Nagle poczułam wibracje.
Telefon. Zaczęłam się kręcić i wiercić, by w ten sposób wyrzucić telefon na posadzkę salonu. Nie miałam pojęcia jak zadzwonię, ale nie przejmowałam się tym. Na szczęście telefon udało mi się dopaść w momencie kiedy jeszcze dzwonił. To też obróciłam się do niego plecami i przycisnęłam zieloną słuchawkę.
Już po chwili leżałam na ziemi z uchem przyłożonym do głośnika.
-Blanca?- odezwał się melodyjny głos jakiejś dziewczyny. Nie miałam pojęcia kto to, zwłaszcza, że na wyświetlaczu pojawiło się imię Bruno, co kompletnie zbiło mnie z tropu.
-Boże... Nie wiem kim jesteś, ale proszę przyjedź po mnie. Jak najszybciej. Oni zaraz wrócą, a ja nie wybiorę numeru z powrotem. Mam związane ręce i nogi. Nie rozłączaj się...- wyszeptałam, słysząc kroki na korytarzu. Złapałam telefon w ręce po czym znów przylgnęłam do ściany. Zdążyłam jeszcze wytrzeć wargi o własne ramiona i wtedy pojawili się znowu. Obaj zasiedli przed telewizorem.
Modliłam się by zostawili mnie samą jeszcze raz, ale oni ani śmieli o tym myśleć. W końcu wstali, ale chyba nie po to by się przejść na świeże powietrze, bo tylko podeszli do mnie i z uśmiechami na ustach oblizali wargi.
-Czas się zabawić.- powiedział łysy podchodząc i, łapiąc mnie za ramiona tak by w końcu mnie położyć. Krzyknęłam kiedy unieruchomił mi ręce i kazał być ,,Grzeczną dziewczynką.'' Wszystkiego bym się po nich spodziewała, wszystkiego, ale nie tego. Co prawda doznałam już raz tego okropnego uczucia, ale wtedy nie kontaktowałam do końca, zresztą robił to ktoś komu po części ufałam.
Edward zdarł ze mnie moje spodnie po czym sam opuścił swoje. Szarpałam się, wierzgałam, ale na marne. Całkiem zapomniałam o telefonie, którego oni jakimś cudem nie odkryli. Krzyczałam coraz głośniej. Płakałam, prosiłam by przestali, ale tylko ich to bawiło. Napierali na mnie coraz bardziej. Po jakichś piętnastu minutach zamienili się miejscami. W momencie kiedy to robili udało mi się podpełznąć pod kanapę, na której po chwili wylądowałam. I to był mój błąd. Wyrwali mi telefon po czym spojrzeli kto dzwoni. Evan uśmiechnął się złośliwie po czym przyłożył komórkę do ucha.
-Teraz jest tylko nasza. Możemy jej robić co zechcemy. Chcesz posłuchać?- spytał po czym położył urządzenie na stół.
_____
Nie jest źle, ale kiedy pisałam ten rozdział mi samej chciało się rzygać. Po prostu ostatnie sceny mnie samą zszokowały. Co prawda miałam zamiar to zrobić, ale chyba nie tak. Może mniej brutalnie o ile to jest możliwe w ogóle. W każdym razie wyszło jak wyszło. Moim zdaniem na prawdę dobrze, choć wiem, że mój styl pisania ma wiele do poprawki.
Wow *.* Świetny! :D I tyle się w nim dzieje *.* Fantastyczny :D Chociaż trochę szkoda mi Blancy... Przynajmniej Alice zgodziła się pomóc Brunowi, więc może teraz szybko im się ją uda znaleźć i uwolnić :D Rozdział g-e-n-i-a-l-n-y :D *.*
OdpowiedzUsuńRozdział wspaniały!! Tyle się w nim dzieje. <3
OdpowiedzUsuńI to napięcie jakie tworzy się czytając ten tekst!! :D
Mam nadzieję, że już niedługo Bruno ją znajdzie. (ale nie za szybko ;) )