-Wejdziesz?- spytałam licząc, że się nie zgodzi. On jednak jakby wyczuł czego oczekuję, bo delikatnie uśmiechnął się, podniósł i wlepił we mnie swoje ciemne oczy, mrużąc je przy tym delikatnie.
-Nie.- powiedział w końcu chłodno, chowając się pod maską komisarza z okolicznej policji, który zawsze był gotów do akcji i obrony.- Posiedzę w aucie przed domem. Tu masz mój numer.- powiedział wręczając mi wizytówkę.- Jak będzie się coś działo to dzwoń.- dodał po czym spojrzał znacząco w stronę drzwi od domu, nakazując tym samym zjeżdżać mu z oczu.
Schowałam kawałek pergaminu do torebki po czym przeszłam parę metrów i stanęłam w miejscu. Coś we mnie drgnęło, jakby chęć odwrócenia się i posłania temu mężczyźnie uśmiechu, a przecież byłam wkurzona i to bardzo. W końcu spłoszył mi chłopaka i nawet nie mam pewności czy mam jeszcze życie towarzyskie. Szybko jednak odgoniłam natrętne myśli po czym czując na sobie jego zimne spojrzenie przeszłam przez próg domu i zamknęłam za sobą drzwi, oddychając przy tym z ulgą. Czułam się jakby ktoś mnie zaczarował i kazał na ten jeden moment stanąć w miejscu.
Ależ byłam głupia... Naiwna idiotka, która dała się omamić jakiemuś policjantowi, który i tak ma ją w dupie, a jest tu tylko dlatego, że musi. Mimo wszystko byłam mu wdzięczna, że się zjawił i zareagował, bo kto wiedział czy bym nie uległa Calebowi? W końcu go kochałam i nadal kocham, nad wszystko. Był mi pisany, a ja mu i nie chciałam dać mu osobiście w twarz, to by nas zniszczyło. Teraz mogłam chociaż go przeprosić za przechodnia i powiedzieć, że nawet nie wiem kim jest. W kłamaniu byłam akurat rewelacyjna.
Pierwsze co zrobiłam po wejściu do mojego pokoju to złapałam za telefon stacjonarny przy moim łóżku i wybierając numer na słuchawce przysiadłam na jego brzegu. Przegryzając wargę oczekiwałam aż odezwie się sekretarka, jak zwykle i nie było i tym razem inaczej. Po trzech sygnałach usłyszałam regułkę, którą znałam na pamięć.
,,Hej! Mów co ci leży na sercu, doktor Caleb pomoże.''
Nienawidziłam tego przywitania, ale musiałam je jakoś przeboleć, bo mój uparty chłopak twierdził, że jestem przewrażliwiona i w wszystkim widzę podteksty seksualne. Wolałam się z nim nie kłócić o takie drobiazgi, zwłaszcza że wtedy jeszcze byłam dzięki niemu lubiana. Teraz sama miałam swoją paczkę i nawet jeśli nie byłabym z chłopakiem takim jak on i tak pieniądze wszystko by załatwiły.
-Przepraszam Caleb. Nawet nie wiem kto to był. Na prawdę. Czuję się podle, bo zniszczył nam wieczór. Oddzwoń proszę jak tylko dosłuchasz wiadomość. To ważne. Kocham cię.- dodałam na końcu po czym odłożyłam słuchawkę i opadłam na moje miękkie łóżko. Na prawdę czułam się wstrętnie, ale przecież co mogłam teraz zrobić? Jedynie czekać. Leżałam tak kilka minut w oczekiwaniu na jakiś znak od chłopaka, ale bez rezultatów. W końcu się poddałam. Wstałam, przeszłam kawałek w stronę okna po czym z bezpiecznej odległości zaczęłam przyglądać się czarnemu autu, stojącemu po drugiej stronie ulicy. W ciemności było ledwie dostrzegalne, ale i tak mogłam patrzeć w ten punkt całą noc. Zrobiłam jeszcze jeden krok po czym usiadłam na parapecie i dotykając czołem zimnej szyby cicho zasyczałam.
Mijały minuty, kwadranse, godziny, a ja wciąż siedziałam szykując sobie w głowie wypowiedź, jaką zaserwuję jutro mojemu Calebowi, kiedy nagle usłyszałam dzwonek mojej komórki. Jak oparzona zeskoczyłam z parapetu i rzucając się w stronę torebki złapałam za komórkę. Nawet nie patrząc na wyświetlacz wcisnęłam zieloną słuchawkę, oczekując że to Caleb.
-Śpij.- powiedział ostro głos po drugiej stronie po czym usłyszałam tylko pikanie. Wściekła uderzyłam telefonem o łóżko. Tak na prawdę dopiero Bruno uświadomił mi, że jest późno, a ja ledwo trzymam się na nogach. Może miał rację i powinnam się przespać? Chociaż przez chwilę. W końcu jeśli Cal nie dzwoni teraz, to zapewne zadzwoni dopiero rano.
***
Przekręciłam się na drugi bok, odgradzając tym sposobem od siebie natarczywe promienie słońca. Chciałam spać jak najdłużej i w końcu się wyspać, ale telefon który dzwonił od jakichś piętnastu minut bez przerwy nie dawał mi tej przyjemności. W końcu odebrałam z nadzieją, że ktoś da sobie spokój.
-Spójrz przez okno.- odezwał się zachrypnięty głos. Zamrugałam parę razy powiekami po czym nie odsuwając słuchawki od ucha podeszłam do okna. Zamaszystym ruchem odsunęłam zasłony, pozwalając słońcu oślepić mnie na moment całkowicie. Szybko odwróciłam wzrok, ale po krótkiej chwili skierowałam go znów w kierunku ulicy. Na środku jezdni stał Caleb z jakąś szatynką i obejmując ją w tali cicho się śmiał, patrząc w moją stronę. Oczy zaszły mi na moment łzami, które jednak szybko przepędziłam. Otworzyłam okno na oścież po czym złapałam za najbliższą rzecz jaka stała z brzegu i rzuciłam w stronę chłopaka.
-Spierdalaj spod mojego domu dziwkarzu!- darłam się jak opętana, a on tylko śmiał się jeszcze głośniej.
-I kto to mówi?! Twój kolega nadal siedzi przed domem i myśli, że go nie wiedzę! Pieprzona dziwka...- powiedział wręcz niedosłyszalnie po czym obrócił się na pięcie, wypuszczając przy tym z objęć szatynkę. Dziewczyna zaskoczona spojrzała w moją stronę jak idiotka po czym pobiegła za chłopakiem. Zdenerwowana uderzyłam oknem o ramę po czym nie zamykając go rzuciłam się na łóżku. Nie tak miała przebiec nasza rozmowa, o ile tak można było ją nazwać. Miałam mu wyjaśnić wszystko i wytłumaczyć, a zamiast tego jeszcze bardziej zaogniłam sytuację. Po chwili do oczu napłynęły mi łzy i poczułam okropną nienawiść. Nienawiść, którą kierowałam w kierunku bruneta, siedzącego teraz w czarnym mercedesie na przeciwko mojego domu i zapewne popijającego kawę z kawiarni na rogu.
Momentalnie poderwałam się i nie zważając na to, że jestem w mojej piżamie po prostu wybiegłam z domu, przeszłam szybkim krokiem przez wyludnioną ulicę i szarpnięciem otworzyłam drzwiczki auta. Bruno spokojnie wyszedł na zewnątrz i tak jak się domyślałam, popijając kawę zamknął za sobą drzwi.-I kto to mówi?! Twój kolega nadal siedzi przed domem i myśli, że go nie wiedzę! Pieprzona dziwka...- powiedział wręcz niedosłyszalnie po czym obrócił się na pięcie, wypuszczając przy tym z objęć szatynkę. Dziewczyna zaskoczona spojrzała w moją stronę jak idiotka po czym pobiegła za chłopakiem. Zdenerwowana uderzyłam oknem o ramę po czym nie zamykając go rzuciłam się na łóżku. Nie tak miała przebiec nasza rozmowa, o ile tak można było ją nazwać. Miałam mu wyjaśnić wszystko i wytłumaczyć, a zamiast tego jeszcze bardziej zaogniłam sytuację. Po chwili do oczu napłynęły mi łzy i poczułam okropną nienawiść. Nienawiść, którą kierowałam w kierunku bruneta, siedzącego teraz w czarnym mercedesie na przeciwko mojego domu i zapewne popijającego kawę z kawiarni na rogu.
-Spieprzyłaś mi życie! Zjeżdżaj spod mojego domu tym swoim autem! Nie chcę cię więcej oglądać na oczy! Przez ciebie straciłam chłopaka i reputacje! Nie obchodzi mnie ochrona! Po prostu idź...- powoli mój krzyk zaczął zmieniać się w szloch. Z całej siły próbowałam powstrzymać łzy, ale na marne. Brunet stał z zmarszczonym czołem i przypatrywał mi się uważnie, jakby nie rozumiał o co mi chodzi, a ja chciałam tylko żeby znikł z mojego życia raz na zawsze i dał mi święty spokój. Czy tak wiele wymagałam.?
-Jeśli tego chcesz...- powiedział patrząc na mnie ostro. Chciałam żeby chociaż na chwilę zdjął tą maskę i pokazał swoje prawdziwe oblicze, ale on umiał być tylko zimny, wyrafinowany i chłodny.
-Boże! Czy możesz choć na moment przestać się tak zachowywać?!- wrzasnęłam, zaciskając dłonie w pięści i uderzając nimi o jego klatkę piersiową. Brunet bez słowa złapał za moje nadgarstki i beznamiętnie opuścił je z dół.
-Jak?- spytał.
-Jak zimny drań! Czy dla ciebie ważna jest tylko ta pieprzona praca? Mógłbyś spojrzeć na to tak jak ja!- warknęłam opierając się o auto i krzyżując dłonie na piersi.
-Nie mogę, bo nie jestem tobą. Postrzegam świat inaczej niż ty. Ty miałaś wszystko dlatego teraz cierpisz, bo nie wiesz jak to jest stracić coś. Przed chwilą straciłaś gościa, który i tak cię nie kochał, ale to nie ma dla ciebie znaczenia, bo ty jesteś zaślepiona. Poleciałaś na kasę i wygląd.- już otwierałam usta by zaprzeczyć, ale chłopak nie dał dojść mi do głosu.- A ja nikogo nie zmuszam do uczucia, nie zmuszam siebie. Nigdy nie miałam wszystkiego i dlatego to, że coś tracę to jest normalne. Nigdy nie będę dziewczyną, która ma wszystko, a mimo to cierpi i nigdy nie poczuła jeszcze co to miłość. Nie będę.- dokończył po stanął na przeciwko mnie i trochę od niechcenia odgarnął z mojej twarzy blond włosy. - Głowa do góry. Ten dupek nie jest wart żadnej.- powiedział po czym wsiadł do auta.
-Nie odjedziesz prawda?- powiedziałam pewna swoich słów. Bruno uśmiechnął się delikatnie pod nosem po czym włączył silnik.
-Nie, ale chyba lepiej będzie jak zejdę ci z oczu. W nocy powinno się spać, a nie obserwować ludzi.- powiedział z odrobiną ironii w głosie po czym odjechał kilka metrów dalej, tak by jego auto stało za kilkoma drzewami.
Wiedziałam, że już nie wysiądzie, a mimo to nadal stałam na środku jezdni i patrzyłam w stronę samochodu. Miałam nadzieję, że zachowa się jak facet i mnie przytuli, a on? Zero uczucia, zero serca... Nie wiem skąd policja wytrzasnęła takiego dzikusa.
***
Po raz kolejny wybrałam numer Caleba i przyłożyłam słuchawkę do ucha. Czego tak na prawdę chciałam od niego teraz? Nie wiem. Wybaczenia, rozmowy i tego byśmy może nie darli się na siebie jak para chorych psychicznie. Wzięłam głęboki wdech popijając sok pomarańczowy gdy w słuchawce usłyszałam czyjś zachrypnięty głos. Od razu poznałam, że był to ojciec chłopaka.
-Dzień dobry. Jest Caleb?- spytałam niepewnie drżącym ze strachu głosem.
-Nie. Jakieś piętnaście minut wyszedł do tego klubu gdzie zawsze siedzicie. Dziś zapewne nie wróci. Sama wiesz jak jest.- odezwał się przemiłym głosem. Bardzo go lubiłam. Był taki ciepły i miły w stosunku do mnie, często bardziej niż własny rodzice.
-Tak. Dziękuję.- powiedziałam po czym rozłączyłam się i zarzucając na plecy kurtkę wybiegłam z domu.
__________
Miał być dłuższy, ale w końcu stwierdziłam, że ciągnę i ciągnę. Poza tym ruszyłam za szybko i boję się, że znów wyjdzie mało rozdziałów jeśli chodzi o akcje i muszę zwolnić, więc nie zdziwcie się jak niektóre rozdziały będą do dupy. ;) Co do tego to mi się osobiście podoba. Pisałam go całego dzisiaj, bo nie mam kompletnie czasu żeby pisać w tygodniu. Kolejny zapewne za tydzień;)
-Dzień dobry. Jest Caleb?- spytałam niepewnie drżącym ze strachu głosem.
-Nie. Jakieś piętnaście minut wyszedł do tego klubu gdzie zawsze siedzicie. Dziś zapewne nie wróci. Sama wiesz jak jest.- odezwał się przemiłym głosem. Bardzo go lubiłam. Był taki ciepły i miły w stosunku do mnie, często bardziej niż własny rodzice.
-Tak. Dziękuję.- powiedziałam po czym rozłączyłam się i zarzucając na plecy kurtkę wybiegłam z domu.
__________
Miał być dłuższy, ale w końcu stwierdziłam, że ciągnę i ciągnę. Poza tym ruszyłam za szybko i boję się, że znów wyjdzie mało rozdziałów jeśli chodzi o akcje i muszę zwolnić, więc nie zdziwcie się jak niektóre rozdziały będą do dupy. ;) Co do tego to mi się osobiście podoba. Pisałam go całego dzisiaj, bo nie mam kompletnie czasu żeby pisać w tygodniu. Kolejny zapewne za tydzień;)
Genialny! :D Naprawdę, fantastyczny :D I w sumie nawet nie przeszkadza mi to, że zrezygnowałaś z dłuższego rozdziału, bo ten jest idealny :D Ciekawe, kiedy Bruno wreszcie pokaże, że ma jakieś uczucia, bo ma na pewno :D Jak każdy człowiek :D Ale serio, fantastyczny rozdział, czekam na NN ;D
OdpowiedzUsuńNajpierw muszę cię ostro opieprzyć... Dlaczego nie poinformowałaś mnie o poprzednim rozdziale ?!
OdpowiedzUsuńDobrze wiesz ,że uwielbiam jak piszesz :) I wszystko bardzo chętnie czytam :) Ale za ten rozdział twoje grzechy zostają wybaczone :D
Już zaczynam bardzo lubić tę historię , nie jest typowa ;)
Czekam na kolejny z niecierpliwością ;*
Boski! Jestem tu pierwszy raz, widzę już że będę wierną czytelniczką - zapowiada się wspaniale ;P
OdpowiedzUsuń+ Zapraszam do siebie, obserwuj, komentuj ;>