Wpadając na parkiet, gdzie rozebrane striptizerki lgnęły do facetów zapragnęłam zwymiotować. Byłam już tu wiele razy, ale w towarzystwie mojego chłopaka czułam się bezpieczniej. Sama zaś byłam do niczego. Mogli mnie porwać i wykorzystać, a ja nie byłabym w stanie nawet krzyknąć.
Podniosłam wzrok wpadając na jakiegoś ogromnego, mężczyznę po czym widząc jego szeroki uśmiech szybko go wyminęłam. Czułam na sobie jego spojrzenie, kiedy jeszcze wędrowałam w stronę baru, ale po chwili to uczucie znikło. Zastąpiła je natomiast wściekłość, a jednocześnie smutek i żal. Zrobiłam parę kroków w przód przyglądając się siedzącej na jednej z kanap dla klientów parze. Obie osoby znałam rewelacyjnie i nigdy nie pomyślałabym, że są gotowe, by tak mnie zranić.
Caleb siedział oparty o sofę i z uśmiechem na ustach patrzył w dół, na brunetkę, która bez skrupułów, że są w publicznym miejscu robiła mu tak zwaną ,,laskę'' lub ,,loda''. Chciało mi się wymiotować na ten widok. Mara była taka poukładana, odpowiedzialna a dodatkowo przecież miała chłopaka. Liam kochał ją nad życie, a ona puściła się z moim chłopakiem i nie miało znaczenia to, że mnie zostawił przed kilkoma godzinami.
Całą czerwona na twarzy podeszłam do nich i odkaszlnęłam przerywając tę sielankę. Mara uniosła wzrok wyjmując z ust to... Nie przejdzie mi to przez wargi. A Caleb wciągnął na siebie spodnie po czym przyciągnął do siebie brunetkę i namiętnie ucałował ją w usta. Starałam się przez cały ten czas nie wybuchnąć ani płaczem, ani krzykiem, bo to by znaczyło, że jestem słaba.
-Szybki jesteś! Dzisiaj rano ze mną zerwałeś, a teraz robisz to z moją najlepszą przyjaciółką?! Przepraszam, byłą przyjaciółką?!- poprawiłam się patrząc w oczy brunetki. Dziewczyna dumnie uniosła głowę i już miała się przytulać do Caleba, kiedy ten gwałtownie wstał i złapał mnie za ręce. Przerażona chciałam się wyrwać, ale ten nawet na to nie reagował. Stał wpatrzony we mnie jak słup soli i starał się sprawić swoim spojrzeniem, bym zapomniała o tym co miało tu miejsce.
-Myślałem, że mi nie wybaczysz! Chciałem odreagować... Nigdy jej nie kochałem, nawet nie lubiłem. Przecież wiesz, że ta dziwka nigdy mi nie zastąpiła by ciebie.- powiedział cicho dotykając kciukami moich dłoni i pocierając je delikatnie.
Wszystkie emocje nagle jakby odpłynęły i znikły. Stałam nie mogąc wydusić z siebie słowa. Może byłam taka głupia i dawałam się mu za łatwo, ale nie umiałam się na niego gniewać, nie potrafiłam mu nie wybaczyć. Wcześniej wspominałam już, że wybaczę mu nawet zdradę. Wybaczę. Już wybaczyłam.
-Caleb... Jak cię kocham. Proszę... Wróć do mnie...- wyszeptałam łapiąc go za koszulkę i przytulając się do niego. Czułam jak się uśmiecha i jak Mara patrzy na nas z zazdrością. Oczywiście, ona już nie zazna spokoju w tym mieście. Zniszczę ją, jej życie i jej związek.
-Oczywiście, ale... Musisz mi pierw pomóc.- spojrzałam na niego pytająco nie wiedząc czego może ode mnie chcieć. - Chcę spróbować. Tu i teraz.- powiedział wyjmując z kieszeni małą torebeczkę z białym proszkiem. Modliłam się by to nie było to o czym myślę.- Tak. Amfetamina. Zrób to ze mną.- dodał odsuwając mnie na niewielką odległość, tak bym patrzyła mu prosto w oczy. Wiedział, że byłam naiwna, że nie umiałam odmawiać i świetnie to wykorzystywał.
-Raz. Tylko raz.- powiedziałam z bólem w sercu. Wiedziałam, że sprzeciwiam się swojej naturze i że tym sposobem niszczę swoje dotychczasowe życie.
Przeszliśmy przez całą salę co jakiś czas witając się z ludźmi, których znaliśmy jedynie z widzenia po czym weszliśmy do męskiej toalety. Nie miałam nic przeciwko temu, bo nie należałam do tych wstydliwych. Kiedy tylko znaleźliśmy się w środku Caleb spojrzał na mnie z uśmiechem po czym wyciągnął w moją stronę rękę. Niechętnie podeszłam bliżej i dałam mu się ucałować w czoło. Usiadłam na sedesie w jednej z kabin, a Cal zamknął za sobą drzwi i kucnął przede mną.
Jeszcze nigdy tak cholernie się nie bałam. Byłam wręcz przerażona, że się na to godzę, ale widząc jego szczęśliwe oczy po prostu ulegałam.
-Tylko mi tu nie pękaj.- powiedział wysypując mi na długości przedramienia narkotyk. Spojrzałam na niego zaskoczona.
-A ty?- wydukałam cicho bojąc się, że ktoś usłyszy naszą rozmowę. Ani na moment wtedy nie przyszło mi do głowy, ze przecież jestem non stop monitorowana przez jednego z policjantów, który nie ma życia prywatnego. Zapewne obserwował mnie z ukrycia i tylko czekał, że śmiertelna dawka dostanie się do krwiobiegu.
-Wezmę zaraz po tobie. Chcę być przytomny w razie gdybyś robiła głupoty.- powiedział opiekuńczo, odgarniając z mojej twarzy blond włos. Wzięłam głęboki wdech po czym na jednym wdechu wciągnęła przez nos całą zawartość. W pierwszym momencie natknęłam się na uporczywy kaszel, wręcz się dusiłam,jednak po tym jak zakręciło mi się w głowie i jak osunęłam się na ziemię przyszła chwila ukojenia. Poczułam miłe ciepło, które wypełniało mnie od środka, kolory stały się jakby wyraźniejsze, wszystko się do mnie uśmiechało i mówiło takim cieniutkim głosem jak małe dziewczynki. Jedynie Caleb, który machał mi dłonią przed ręką miał swój własny, niepowtarzalny głos. On jednak tak jak cała reszta szeroko się uśmiechał.
Nagle straciłam czucie w dłoniach i stopach, a może chwilę później nie mogłam poruszyć głową. Widziałam jeszcze tylko jak chłopak zdejmuje ze mnie spodnie i swoje opuszcza w dół. Chciałam krzyknąć, podnieść się, ale nie miałam wystarczająco dużo siły. Wszystko obserwowała jakby z boku. To jak usadza mnie na muszli klozetowej po czym rozbiera do naga. Nie mogłam patrzeć na to jak bezczelnie posuwa moje ciało i jeszcze głośno przy tym sapie. Chciałam płakać, krzyczeć, prosić by przestał, ale zamiast tego to wszystko działo się szybciej. Było coraz gorzej, aż w końcu straciłam przytomność i udało mi się uciec przed tym okropnym obrazem.
Bruno...
Zgubiłem ją.
Jak to mogło się w ogóle stać?! Jeszcze nigdy nikogo nie zgubiłem, nigdy jeszcze nie zasnąłem na służbie! To było zbyt niebezpieczne, a jednak. Na moment tylko przysnął, a ona zniknęła.
Jak tylko ją znajdę, to ją rozszarpię.- myślałem przejeżdżając przez kolejne skrzyżowanie. Łamałem przepisy na każdym kroku, ale przecież robiłem to po to by ją ratować. Musiałem mieć ja na oku, ona była nieobliczalna. Robiła co jej się podobało. Robiłem to dla jej dobra, a przez jej wybryki mogłem stracić pracę, na której tak bardzo mi zależało.
Zatrzymałem się przed kolejnym z barów i wbiegając do środka schowałem pistolet za paskiem spodni. Nie chciałem robić popłochu jak w wcześniejszych knajpach. W końcu dla Blancy reputacja była czasem ważniejsza niż życie. Szybkim krokiem przeszedłem w koło parkietu wyszukując sukienki w jakiej widziałem ją ostatnio. Nie było jej jednak ani przy barze, ani na kanapach. Czułem się niezręcznie wchodząc do damskiej toalety, ale nie miałem wyboru. Tam jednak zamiast niej znalazłem dwie dziewczyny, które po chwili wyszły przerażone.
Wściekły uderzyłem pięścią w ścianę. Do głowy przychodziły mi oczywiście najgorsze myśli z możliwych, choć starałam się ich do siebie nie dopuszczać.
Zrezygnowany wszedłem do męskiej toalety i zacząłem otwierać wszystkie kabiny po kolei. Pusa, pusta, pusta... I... Zamknięta. Nagle sapanie zza niej ustało i usłyszałem jak ktoś klnie pod nosem. Kiedy tylko drzwi się otworzyły, a chłopak Balcy wyszedł z niej poczułem że coś jest nie tak. Od razu ruszył w kierunku wyjścia i wręcz wybiegł na zewnątrz. Nie miałem jednak czasu za nim biec, bo Blanca potrzebowała mnie bardziej. Jej całkiem nagie i nieprzytomne ciało leżało na zielonkawych kafelkach bezwładnie. Oczy miała zamknięte i była cała posiniaczona, jakby ktoś, a raczej Caleb ją poturbował.
Wolnym krokiem podszedłem do dziewczyny, zdjąłem z siebie moją skórzaną kurtkę i okrywając ją nią wziąłem delikatnie na ręce. Idąc przez wielką salę, widziałem jak wszyscy patrzą na mnie i szepczą, słyszałem jak muzyka ucichła, ale nie reagowałem. Ukazałem tylko ochroniarzowi moją odznakę po czym kładąc blondynkę na tylne siedzenie auta sam zasiadłem za kierownicą. Co jakiś czas spoglądałem w lusterko wsteczne by patrzeć czy wciąż oddycha i czy nadal jest nieprzytomna. Wszystko wydawało się być w porządku, ale mimo to postanowiłem dowieść ją jak najszybciej do szpitala i zawiadomić mojego przełożonego o podejrzeniu gwałtu.
____
Nie wiem jak wam, ale mi się podoba. Może przy scenie gwałtu za bardzo to opisałam i chyba jestem jakaś nienormalna. ,,Posuwa''. O ja pier... Możecie mnie znienawidzić po tym opisie, ale cóż. Pogodzę się z krytyką;D Mi mimo wszystko się podoba;D
Hahahahaha :D Boże xd Hahahha, nie no genialne :D A to 'posuwał' xd Jak ładnie to ujęłaś, napisałaś xd Chyba mój ulubiony xD Nie wiem jak inni, ale ja cię wręcz po tym opisie pokochałam ;D Hahha,po prostu genialny :D ! xd Ah, i jeszcze ten 'lodzik' xd A końcowa scena - idealna ! ;D
OdpowiedzUsuńNie no, serio masz talent do pisania ;) Oby tak dalej. Czekam na następne rozdziały ;3
OdpowiedzUsuńRzeczywiście opisałaś tę scenę nieco brutalnie ale myślę ,że właśnie tka trzeba było :)
OdpowiedzUsuńBardzo dobra notka :)
Czekam na kolejną ! :*
Wiesz ,że cię uwielbiam , prawda ? :))