Po kolejnej godzinie znudziło mi się siedzenie i wgapianie w Bruna, który teraz już prawie zasypiał na siedząco. Postanowiłam mu nie przeszkadzać i wkładając na stopy buty podniosłam się z kanapy. Już miałam łapać za klamkę od drzwi wyjściowych, kiedy nagle u mego boku znalazł się brunet. Spojrzał na mnie gniewnie po czym kładąc dłoń na mojej, które chwilowo trzymała klamkę, zamknął drzwi na klucz, znajdujący się w drzwiach.
-Gdzieś się wybierasz?- spytał z irytacją i jednocześnie złością. Przestał być taki potulny jak na początku, kiedy się tu zjawiłam. Teraz jakby uświadomił sobie swój błąd i to, że za blisko mnie znalazł się nie tylko fizycznie, ale i duchowo.
-Chyba nie chcesz trzymać mnie pod kluczem?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Uniosłam jedną brew widząc, że nie reaguje.
-Myślałem, ze boisz się Adama i wszystkich w koło. Oni cię zjedzą.- powiedział pewny swego. Podniosłam głowę ku górze, tak by spojrzeć mu z oczy i lekko się uśmiechnęłam widząc w jego spojrzeniu iskierkę strachu o mnie i obawy. Troszczył się i nawet jeśli robił to tylko ze względu na pracę to mi to w żaden sposób nie przeszkadzało.
-Poradziłabym sobie.- powiedziałam obracając klucz w drzwiach i lekko je uchylając.
-Nie możesz wyjść.- powiedział unosząc głos nieco wyżej. Miał rację. Na zewnątrz było już ciemno, ledwo dało się widzieć światła uliczne przez mgłę, a ludzie mieszkający w tej okolicy też nie należeli to przyjaźnie nastawionych.
-To mnie powstrzymaj.- warknęłam, uśmiechając się przy tym z drwiną. Chciałam go sprowokować, by znów znalazł się bliżej niż powinien i się udało. Chłopak ostro zamknął drzwi drugą ręką, co sprawiło, że teraz moja głowa znajdowała się między jego dłońmi. Mogłam wręcz wyczuć na swojej skórze jego ciepły oddech, zapach jego wody po goleniu i zobaczyć jego wściekłe spojrzenie, jak u zwierzęcia które walczy o swoje mięso.
-Nie chcesz tego...- powiedział przez zęby z rosnącą wciąż złością. Dla mnie to było zabawne, dla niego straszne.
-Skąd wiesz czego chcę?- spytałam oddychając równo. Staliśmy tak w ciszy przypatrując się sobie. Bruno powoli się uspokajał, zaczynał się rozluźniać. Kiedy już miał zamiar odsunąć się i opuścić ręce, delikatnie ujęłam jego twarz w swoje dłonie. Nie wyrywał się, nie śmiał ani drgnąć. Wciąż stał wpatrzony we mnie jak w obrazek i czekał na dalszy rozwój wydarzeń. Przejechałam palcem po jego torsie, który opięty w przylegającą koszulkę cały się eksponował. Nie zatrzymałam się jednak u dołu. Zamiast tego wolnym ruchem włożyłam swoją zimną dłoń pod jego t-shirt. Czułam wszystkie mięśnie, to jak powoli oddycha i stara się niczym nie zakłócić tej chwili.
Wzięłam po cichu wdech po czym nie opuszczając dłoni, które głaskała jego policzek przybliżyłam się jeszcze o parę minimetrów. Teraz stykaliśmy się wręcz nosami. Powoli zbliżyłam swoje usta do jego ucha po czym wyszeptałam:
-Chcę ciebie...- słychać było tylko te słowa i cykanie zegara wiszącego nad moją głową. Brunet ostrożnie objął mnie w pasie i szybkim ruchem przyciągnął do siebie tym samym dotykając swoimi wargami moich. Robił to tak delikatnie i spokojnie, że czułam się jakbym powoli wzlatywała ku górze. Czułam na swoich plecach jego ręce, które zaciskały się na mojej zielonej koszulce nocnej.
Ostrożnie pogłębiłam pocałunek rozchylając swoim językiem jego wargi, tak bym mogła dostać się do środka. Chłopak odwdzięczył się tym samym i w końcu namiętność wzięła górę. Minęło może kilka minut, a my znaleźliśmy się w salonie na kanapie. Można powiedzieć, że nie mieliśmy czasu by dostać się do sypiali, bo już w połowie drogi byłam całkiem naga, a on do połowy.
Mogłabym przyrzec, że ta cała zabawa w kotka i myszkę trwała wieki, a tak na prawdę wszystko działo się w zatrważająco szybkim tempie.
***
Oparłam głowę o tors chłopaka i nie spuszczając wzroku z telewizora ucałowałam miejsce w którym znajdowała się blizna postrzałowa. Leżeliśmy na podłodze koło kanapy, bo na niej za bardzo się nie mieściliśmy w dwójkę. Bruno cały czas coś nucił pod nosem, melodię, której jeszcze nigdy nie słyszałam. Właściwie to przez cały nasz stosunek w ciągu tej nocy nucił coś, a ja nie mogłam rozszyfrować go. Nie specjalnie mi to przeszkadzało, a wręcz przeciwnie. Sprawiało, że miałam ochotę odgadnąć co się za tym kryje.
-Co to za melodia?- spytałam jeżdżąc palcem po jego miednicy. Czułam, że się uśmiecha, nie musiałam nawet patrzeć w jego stronę by to wiedzieć. Nigdy jeszcze nie czułam się tak dobrze jak tej nocy. Caleb w porównaniu do Bruna był niczym. Nie wiem czemu jeszcze wczoraj wieczorem, byłam przekonana że go kocham. Teraz pewnie uznacie mnie za zdzirę, bo po jednym numerku skreślam mojego byłego chłopaka. To nie tak... Caleb robił to dla szpanu, po to by zaspokoić swój popęd i chęć przelecenia, każdej laski w mieście, a Bruno... On to robił spontanicznie, nawet sam się nie spodziewał, że do tego dojdzie. Gdyby teraz byłą tu ta pielęgniarka, której odebrało dech na jego widok zapewne padła by z wrażenia i sama by chciała być na moim miejscu.
-To... Kołysanka, którą kiedyś śpiewała mi mama. Zawsze ją nucę, kiedy... No wiesz.- dodał.
-Kiedy kogoś bzykasz.- stwierdziłam. Rozbawienie chłopaka na twarzy było przeogromne, a kiedy zaśmiał się na głos po prostu chciałam mu za wtórować. Jego śmiech był zaraźliwy i to bardzo.
-Bzykam? Dobre sformułowanie.- powiedział całując mnie w czubek głowy i odgarniając mi włosy z twarzy.
-Nie umiesz wypowiedzieć takich słów?- spytałam siadając przodem do niego po turecku. Brunet oparł się na łokciach i uśmiechnął się lekko.
-Bzykać, zaliczać, przelecieć, posuwać, ru*hać?- spytał unosząc jedną brew wyżej i znów wybuchając śmiechem.- Słońce znam, te słowa, ale wolę mówić, że okazuję komuś swoje uczucie. W końcu przelecieć kogoś, a pokazać mu co się czuje i kochać go to dwie różne sprawy. Myślisz, ze zrobiłem to dla szpanu czy dlatego żeby ci pokazać, że mam coś w spodniach? Tak jak Caleb? Muszę się rozczarować. Nie dlatego to zrobiłem. A ty? Dlaczego to zrobiłaś?- spytał siadając przede mną. Był tylko w bokserkach i wręcz nie mogłam oderwać wzroku od jego ciała. Był za przystojny. Zdecydowanie.
-Ja... Nie wiem. Tak wyszło.- powiedziałam speszona. Spuściłam wzrok zalewając się przy tym rumieńcem. Jak mogłam go tak wykorzystać? Przecież zanim to zrobiliśmy nic nie czułam. Widziałam tylko to co powierzchowne, podobał mi się.
-To jak wyglądam prawda? Nie sądzę byś zrobiła to by mieć na swoim koncie kolejnego naiwnego. Nie jesteś taka...- powiedział brunet przysuwając się do mnie i oplatając mnie swoimi nogami w pasie.- Co czujesz?- spytał. Zachowywał się jak jakiś psychoterapeuta, ale podobało mi się to.
-Źle...- wydukałam unosząc wzrok i patrząc mu w oczy.- Cały czas widzę go... Widzę jego twarz, to jak się śmieje ze mnie, jak mnie rozbiera...- mówiłam powstrzymując napływające mi do oczu łzy.- Potrzebuję cię, twojego spokoju i opanowania. Pomagasz mi żyć.- powiedziałam patrząc w jego duże, smutne oczy, które teraz jakby jeszcze bardziej się uspokoiły. Bruno przyciągnął mnie do siebie i nie zważając na to, że jestem kompletnie naga przycisnął mnie sobie do klatki piersiowej. Płakałam jak najęta nie mogąc przestać myśleć, że Caleb na prawdę to zrobił.
-Spokojnie... Damy radę. Jestem z tobą. Tylko pomóż mi go znaleźć. Proszę...- wyszeptał mi do ucha. Bezgłośnie poruszyłam wargami na znak zgody, a on jakby to odczytał z moich myśli jeszcze mocniej mnie do siebie przytulił. Ciepło jego ciała dawało mi ukojenie.
-Na końcu miasta jest opuszczona fabryka tytoniu. Zawsze tam się ukrywał lub chodził by się odstresować. To wielkie kupsko cegieł ledwo stoi i zapewne niedługo rozleci się.- powiedziałam spokojnie, ale jednocześnie łamiącym się głosem.- Nie zostawiaj mnie.- dodałam kiedy chłopak już wstał i zaczął się ubierać. Nie miałam mu mówić. Może zrobił to tylko po to by wyciągnąć informację?
-Nie zostawiam. Ubieraj się. Musimy to zgłosić, nie możesz zostać tu sama.- powiedział zapinając spodnie. Podszedł do mnie i delikatnie łapiąc mnie w tali podniósł do pionu. Złożył na moich ustach pocałunek, którym zapewnił mnie, że nadal coś czuje po czym nie zważając na moje protesty zaczął ubierać. Z boku zapewne wyglądało to jak jakaś komedia, zwłaszcza kiedy musiał wcisnąć mi na nogi wąskie rurki, ale w końcu mu się udało. Mnie jednak tak wykończyły wspomnienia, że nie miałam siły nawet mu za to podziękować. Po prostu wsiadłam do auta i przysięgając sobie, że w nim posprzątam usnęłam.
____
Kolejny napisany w szybkim tempie. Wena mnie dopadła i mam nadzieję, ze potrwa jak najdłużej. Dla mnie takim Bruno jest ferie, które ciągle trzymają mnie przy życiu;D Co do samego rozdziału to mi się podoba, ale nic się nie dzieje i jest taki przesłodzony. Myślę jednak, że takie też są potrzebne;)
Dedykacja: Ten rozdział po prostu muszę zadedykować Boddie po naszej rozmowie w czasie kiedy go pisałam. Mam nadzieję, że nie zawiodłam cię co do ilości zboczonych słów, które ostatnio pojawiają się w moim wydaniu zdecydowanie za często;D
Haha, dziękuje za dedykacje :D Ja tam nie narzekam co do tych słów ^^ haha :D
OdpowiedzUsuńA rozdział.. Boże. Wow. Nie wiem.. Co powiedzieć O.O No maskara jakaś O.O Ale w pozytywnym sensie :D Genialny... PO prostu.. No rozbrajający O.O Robili to razem... I on się zaczął pokazywać uczucia i wgl.. I Boooże <33 PO prostu genialny jest <33
Jak zwykle musiałam nadrabiać rozdziały :D
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, że nie skomentowałam poprzedniego ale ostatnio wchodzę tak rzadko przed komputer, że nie zdążyłam po prostu przeczytać żadnego powiadomienia.
Co do rozdziału. Podoba mi się to jak rozegrałaś akcje :D
Dzieje się. Blanca nie jest wcale taka idealna co mi się również podoba :)
A Bruna to uwielbiam :D
No i ciebie też :*
Czekam na więcej :)